poniedziałek, 27 grudnia 2010

Sanders Annie - "Święta, święta"



Okres przedświąteczny kojarzy się zazwyczaj z zamieszaniem, gorączką zakupów, rozgardiaszem...I kiedy człowiek wieczorem pada ze zmęczenia sięga po lekturę mało wymagającą, a jeśli jest jeszcze tematyczna, to idealnie...
Taką książką jest właśnie "Święta, święta..." Annie Sanders. Pozycja lekka i zabawna, miejscami może trochę przesłodzona i z pewnością nie jest to traktat psychologiczny. Ale o to właśnie chodzi - znakomicie jest odzwierciedlona magia świąt Bożego Narodzenia. 
Dwie kobiety, a każda inna - to główne bohaterki tej książki. Carol - pracoholiczka, redaktor naczelna miesięcznika dla kobiet. Mężatka i matka siedmioletniego syna. I gdyby właśnie nie On, w ogóle  nie urządzałaby świąt. Beth - nauczycielka akademicka stanowi przeciwieństwo Carol, bowiem już od września zajmuje się przygotowaniami do nich.
Tak więc, kubek gorącej kawy, czekolady, herbaty, ogień w kominku, świąteczna muzyka (no niech będzie nawet Wham - "Last Christmas"), migające światełka, zapach choinki i świątecznych potraw i książka o tematyce świątecznej - relaks gwarantowany.



 



Wzrusza jak pierwsza gwiazdka
Carol, redaktor naczelna miesięcznika dla kobiet, tak bardzo jest zajęta pracą, że gdyby nie jej siedmioletni synek, w ogóle nie urządzałaby żadnych świąt. W przeciwieństwie do Beth, nauczycielki akademickiej, która do Wigilii przygotowuje się od września. Ma powody: chce zaimponować swemu niedawno poślubionemu, znacznie starszemu mężowi, dorównać jego nieżyjącej żonie i utrzeć nosa Holly, swej nieznośnej, dorosłej już pasierbicy. Wszystkim przydarzy się coś, co odmieni nie tylko ich święta, ale i dalsze życie...
Pełna komicznego wdzięku i świetnych obserwacji obyczajowych opowieść o współczesnych, zabieganych kobietach, miłości, przyjaźni i oczywiście o świątecznym szaleństwie!

czwartek, 23 grudnia 2010

Phillips Marie - "Niegrzeczni bogowie"

Miałam w swoim życiu etap zainteresowania się historią ludów starożytnych. Sięgałam wówczas po mitologię grecką, rzymską, chińską, egipską, o ile też dobrze pamiętam to i irlandzką. W tym roku wpadła mi do ręki książka Marie Phillips "Niegrzeczni bogowie" i znów miałam "przygodę" z bogami starożytnymi. A jak się przy tym wyśmienicie bawiłam. Zawsze podobał mi się humor Monty Python'a, czy Mel Brooks'a. Tak na marginesie to naprawdę jest COŚ w angielskim humorze :)

Świetny pomysł na książkę. Greccy bogowie i współczesny Londyn. Zderzenie świata śmiertelników i świata starożytnego. Apollo, Artemida, Zeus, Afrodyta, Hefajstos, Ares ... choć nadal sprawują swoje funkcje, to daleko im do znanych nam z "mitologii" bohaterów. Wiodą iście ludzkie życie we współczesnym Londynie - mają problemy lokalowe, zarabiają, występują w telewizji. Wciąż jednak pamiętają o swojej zaszczytnej przeszłości. I tak: Afrodyta - bogini miłości, piękna - pracuje w seks telefonie i notorycznie zdradza swojego męża Hefajstosa. Jej kochankiem jest Apollo, który występuje w telewizji i przepowiada przyszłość. Ares - bóg wojny - z pasją angażuje się w konflikt na Bliskim Wschodzie.
Apollo zakochuje się w śmiertelniczce. A to pech! Alice, bo tak jej na imię, sprząta dom bogów. Pozostaje ona obojętna na zaloty Apolla, który tylko do pewnego czasu znosi brak jej zainteresowania. Gdy już traci cierpliwość postanawia się zemścić na śmiertelniku, w którym zakochana jest Alice...i tu robi się ciekawie :)

Powieść "Niegrzeczni bogowie" jest jakby pewnego rodzaju postmodernistyczną wersją "Mitologii" Parandowskiego. To książka, którą warto docenić za kapitalny humor.




Po tysiącach lat istnienia, greccy bogowie mocno podupadli. Mieszkają obecnie w Londynie w starym domu. Artemida wyprowadza cudze psy, Afrodyta pracuje w seks-telefonie, a Apollo próbuje swych sił w telewizyjnym programie o wróżbach. Nadal się kłócą i mszczą na kim się da. Obiektem takiej zemsty staje się właśnie Apollo: przeszyty strzałą miłości przez Erosa, zakochuje się w zwykłej śmiertelniczce Alice. Niestety, dziewczyna ma już ukochanego chłopaka... Co zwycięży? „Boskie” moce (skądinąd coraz słabsze) czy ludzkie namiętności? Pomysłowa zabawa z uwspółcześnioną mitologią w tle.

Roberts Nora - "Sanktuarium"

Przy okazji Danielle Steel, zauważyłam iż umknęła mi Pani Roberts i jej "Sanktuarium". Nie będę się rozpisywać na temat powyższej książki, gdyż przeczytałam ją z tych samych względów co "Echa". Napomknę tyle, iż pozycja momentami bardzo wciągająca, w sensie" "jeszcze jeden rozdział i spróbuję zasnąć" :)




Jo Ellen, znana nowojorska artystka fotografik, zaczyna dostawać niepokojące anonimowe przesyłki - zdjęcia jej samej. Ktoś śledzi każdy jej krok. Jo jest coraz bardziej przerażona. Postanawia wyjechać z Nowego Jorku. Wraca do opuszczonego przed laty rodzinnego domu na wyspie u wybrzeży Georgii. Jest pewna, że zgubiła tajemniczego prześladowcę. Ale bardzo się myli...

Steel Danielle - "Echa"

Bywają dni, że jest ciężko, bywają noce, kiedy się budzę o pierwszej nad ranem i nie mogę zasnąć, martwiąc się co mnie czeka w ciągu nadchodzącego dnia, w ciągu najbliższych dni. Wówczas sięgam po książki, które nie zmuszają do intensywnego myślenia, ale które jednak wciągną na tyle, by zapomnieć o tym co mnie dręczy...Dlatego Danielle Steel (sprawdzona od wielu lat :) ). Dlaczego "Echa"? W ostatnim czasie zainteresowałam się literaturą dotyczącą Holokaustu i prześladowania Żydów, literaturą dotyczącą okresu II Wojny Światowej.

Książki Steel zazwyczaj kończą się dobrze. Również "Echa". Autorka stara się, by nie zaszufladkowano jej twórczości do prostych i łatwo przewidywalnych romansów. Buduje w ten sposób fabułę, by jej książki potrafiły wciągnąć, pomimo uporczywemu wrażeniu, że "będą żyli długo i szczęśliwie".

"Echa" przeczytałam w ciągu dwóch nocy... czy miało na to wpływ zainteresowanie książką? ... poniekąd... pozwoliła mi "przetrwać do rana"...




Wbrew woli swej bogatej żydowskiej rodziny piękna Beata wychodzi za mąż za francuskiego arystokratę. Na przekór wszystkim i wszystkiemu są ze sobą szczęśliwi. Ale wybucha II wojna światowa i do Francji wkraczają wojska niemieckie. Ponury czas naznacza groza i cierpieniem losy Beaty i jej córki Amadei...

środa, 22 grudnia 2010

Życzenia

Nie wiem czy Ktoś czyta mojego bloga, choć w całej swojej naiwności żywię nadzieję iż tak chciałbym z okazji nadchodzących Świąt życzyć:


Aby Święta były wyjątkowymi dniami w roku,
by choinka w każdych oczach zalśniła blaskiem,
By kolacja wigilijna wniosła w serca spok
ój a radość pojawiała się z każdym nowym brzaskiem.
By prezenty ucieszyły
każde smutne oczy,by spokojna przerwa ukoiła złość,
By Sylwester zapewnił szampańską z
abawę,a kolędowych śpiewów nie było dość!

Asher Bridget - Kwiaty od Artiego

Świata nie zmienia, w pamięć nie zapada...Kolejny mąż zdradza, kolejna żona zostaje zdradzona. Ona odchodzi, zaraz wraca by czuwać przy łożu śmierci męża. Tak, zdrajca Artie umiera i niewiele czasu mu zostaje. Ale w sumie dlaczego tylko Ona ma czynić wartę? A co z pozostałymi "ukochanymi"? I tak wkrótce przez dom przewija się kilkanaście kobiet, jedne na dłużej, jedne na krócej, jedne młodsze, drugie starsze, pojawiają się również matka z córką, które nie mając pojęcia miały romans z tym samym mężczyzną. Są też takie kobiety, które zostają i co więcej po jakimś czasie zaprzyjaźniają się z Lucy. Czy wśród nas są tak wspaniałomyślne kobiety (może i mężczyźni?), które po tylu zdradach ukochanego męża, wróciłyby do niego? Które, byłby w stanie skonfrontować się z jego kochankami? Które zdobyłby się na przyjaźń z niektórymi z nich?

Książka "lekko czytająca się", ale tak naprawdę nie zaszufladkowałbym ją do typowych "romansidłów", bo coś w sobie ma... ale jak na wstępie napisałam: świata nie zmienia, w pamięć nie zapada...

Miłość: On - kocha za wszystko i ponad wszystko, Ona - kocha mimo wszystko..

" Za to, że piegi na Twoim dekolcie układają w konstelację Elvisa"

" Za to, że Twoim zdaniem, w każdej jadalni powinna być sofa, na której możemy polegiwać i trawić, nie przerywając błyskotliwej konwersacji"

" Za to, że lubisz dźwięk brzęczka w windzie"

Chcę być kochana nie tylko ZA, ale przede wszystkim POMIMO...

"Czasami, kiedy jest zbyt słaby, żeby słuchać opowieści, trzymam go za rękę i modlę się o obfitość - nie pieniędzy, lecz jakiegoś nieokreślonego szczęści. Dość dawno przestałam się modlić o to, by zostało nam więcej czasu. Czas się już wyczerpał"






Elspa, Eleanor, Heather, Ellen, Cassandra, Allison, Liz... Imiona kobiet z notesu mojego męża. Właściwie to imiona jego kochanek.
Odeszłam, gdy odkryłam, że mnie zdradza.
Wróciłam, kiedy dowiedziałam się, że umiera.
Wściekła (i po czterech drinkach) zadzwoniłam do każdej z nich i powiedziałam: "Artie umiera. Kiedy życzy sobie pani pełnić wartę przy łożu śmierci?". Ku mojemu zdziwieniu przyjechały...

Słodko-gorzka opowieść o prawdziwej kobiecej przyjaźni, przebaczeniu i miłości wbrew rozsądkowi.

wtorek, 14 grudnia 2010

Markham Wendy - "Nie całkiem do pary"

Nie będę rozpisywać się nazbyt wylewnie na temat tejże pozycji, gdyż książka jest kolejną z typu "Bridget Jones" i tak na prawdę nic szczególnego nie wnosi w życie. Ona: w swoim mniemaniu za gruba, za niska, niezbyt atrakcyjna, oczywiście pali nałogowo, oczywiście za dużo alkoholu, oczywiście wieczne próby przejścia na dietę. On: przystojny, z pasją, ambitny, z dużym powodzeniem u kobiet, oczywiście niezauważający w Niej kobiety, a tylko dobry materiał na kumpla. Gdzieś, pomiędzy pojawia się ten trzeci - Buckley (Irlandczyk;) ) - który akceptuję Tracey taką, jaką jest, świetnie się rozumieją, czują się naturalnie w swoim towarzystwie. Ale Tracey - jakżeby inaczej świata nie widzi poza Willem. Will zapatrzony w siebie początkujący aktorzyna, wykorzystujący przyjaźń Tracy i zafascynowanie jego osobą. Czyli standardowy schemat. I już mogłabym uznać tą książkę do pozycji, które mają banalną fabułę i cholernie przewidywalne zakończenie, gdyż do końca myślałam, że Tracey i Buckley będą żyli i szczęśliwie, a Will do końca swoich dni będzie żałował, że nie jej nie zauważał. Ale nie! Zakończenie mnie mile zaskoczyło, bo wiecie co? Ja też jestem pewnego rodzaju Tracey: masa kompleksów, zapatrzona gdzieś w jeden punkt, z niską samooceną, z kiepską wytrwałością...i czas przestać jęczeć i wziąć się za siebie do cholery! :)





Lato. Na Manhattanie można zwariować z upału. A bohaterka powieści, 24-letnia Tracey Spadolini, zostaje w Nowym Jorku na całe wakacje. Na domiar złego zostaje tu sama, bo Will, z którym zamierza żyć-długo-i-szczęśliwie i "całkiem do pary", wyjechał na letnie występy. Wróci do miasta dopiero we wrześniu. Ale czy na pewno do niej? Żeby czymś wypełnić czas po wyjeździe Willa, Tracey postanawia przyjrzeć się własnemu życiu i zauważa, ze wynajmowanie przez nią mieszkanie przypomina obskurną norę, rzekomo obiecująca praca w reklamie jest nędzną fikcją, jej uda i biodra nie stają się ani o centymetr szczuplejsze, a na prawie idealnym wizerunku Willa widać coraz więcej rys. W tej sytuacji Tracey z pomocą kilku przyjaciółek i jednego wrażliwego faceta decyduje się coś z sobą zrobić. Czy uda jej się

Grochola Małgorzata - "Przegryźć dżdżownicę"

...że inna niż wszystkie? że ponadczasowa? że zachwyca? że jedyna, niepowtarzalna?...owszem, można tak napisać, ale ja nie potrafię...coś mnie chwyta za gardło...coś ściska i długo nie puszcza...nie jestem zdradzona, no dobra, nie do końca...bo czymże jest zdrada? Zdrada - subiektywne uczucie, przecież to nie chodzi tylko o fizyczność...gorsza jest zdrada psychiczna, emocjonalna...za każdym razem gdy jestem w związku, żyję w doskonałej szczęśliwości, bynajmniej w moich oczach...Kochający On, wspaniałe chwile, wspólne marzenia, plany...wszystko nieomalże dograne...życie zaplanowane...i wtedy wkrada się ta Czarna Świnia, zwana dalej zaufaniem...jak śpiewa H. "...zaufanie, to taka czarna świnia...w dzień jest...w nocy nie ma..a miało być tak pięknie...miało nie wiać w oczy nam...i ociekać szczęściem miało być sto lat, sto lat..." Prawda, tak oczywista, że aż nie ludzka...Nie mogę być z Tobą, bo ...To.. Sramto. Dupanto...bo mamusia...bo nie mogę tak dalej...bo...

Tak. Zdrada to nie tylko "skok w bok", to nie tylko fizyczność...




Grochola przedstawia nam bohaterkę, która zostaje zdradzona przez męża, tak kochanego, tak cudownego...Joanna "oprowadza" nas przez najbardziej intymne zakamarki kobiecej duszy...poznajemy jej myśli, słowa uczucia...Myślę, że nie jeden z nas - nie tylko kobieta, bo przecież faceci również są zdradzani - odnajdzie w głównej bohaterce samego siebie, swoje troski, nostalgie, lęki, obawy...Powiedzmy sobie otwarcie: któż nie był zdradzony? co więcej...Któż z nas nie boi się zdrady? Któż na nas nie boi się, że zostanie oszukany przez najbliższą osobę? Czyż nie oddychamy z ulgą, gdy nas zdrada nie dotyczy? Mówimy wtedy" "Lajf is brutal", "Dobrze, że to nie dotyczy mnie...", "Mnie to nie spotka, bo..." Ja, Ty, Ona, On...jutro możemy być zdradzeni...Każdy z nas się boi...taka prawda!

"(...) u Anki w bloku mieszka facet, który miał kochankę na dole. Żonę oszukiwał lat parę, wyjeżdżając na delegację piętro niżej. Aż pewnej nocy, jak był na delegacji, kochanka go wysłała z kubłem na śmieci. Zsyp na 6 był zatkany, poszedł na 7, wywalił kubeł w pidżamce, stanął pod drzwiami i zadzwonił do własnego mieszkania. Otworzyła zona, spokojnie przeszedł do kuchni, otworzył szafkę pod zlewem i zobaczył pełen kubeł.Potem zemdlał. Potem się rozwiódł.(...)"


"(...) - czego Pani szuka?
- Koszuli ...Dla męża
-Jakiej?
- Nie wiem, może coś pod kolor oczu...
- A przepraszam mąż królik??? - roześmiał się facet.
Patrzę na koszulę, którą trzymam- krwistoczerwona...(...)"




środa, 8 grudnia 2010

Manula Kalicka - Wirtualne zauroczenie

Książka czytana przeze mnie przez czysty przypadek i od samego początku z lekkim dystansem. Nie oczekiwałam zbyt wiele i zbyt wiele nie dostałam...Książka chaotyczna, niespójna, w sumie równie dobrze sama mogę napisać taką książkę. Po prostu wkleję sobie rozmowy, wiadomości z mojego konta na Sympatii.pl (tak! mam tam konto) i po sprawie...Ogólnie mówiąc o co chodzi w tej książce to nie wiem, już bardziej wiedziałam o co chodzi w "Pulp fiction" :)
Owszem, autorka pokazała jaka siłę ma komputer, jak można uzależnić się się od niego, ale...
Czy można być już tak uzależnionym od Internetu, od komunikatorów, by z własnym dzieckiem, które siedzi w pokoju obok, rozmawiać przez GG?

Tia!



Net to zoo i dżungla - konstatuje Caro, bohaterka Wirtualnego zauroczenia. Zafascynowana, zamienia się w Emmę i zanurza w sztucznym raju, który objawił się jej za szklanym ekranem starego, poczciwego komputera. Niczym Alicja w Krainie Czarów spotyka w cyberświecie najdziwniejsze postacie: Luckymana, Szuwarowca, Oldenwomanlovera i tajemniczego Anglika, przemieniającego się w coraz to inną osobę. Caro uzależnia się od netu, zapominając o tym, co ją tam zaprowadziło. Oczywiście, oczywiście - jakże inaczej - poszukiwanie miłości. Czy ją w końcu odnajdzie? Czy odnajdzie siebie?

środa, 25 sierpnia 2010

Pożyczona miłość - Bridget Asher

...powróciłam po dniach milczenia....

Nie wiem na co mi to było, po co sięgałam po książkę Bridget Asher "Pożyczona miłość". Pewnie po to by się wkurzyć! Znów szczęśliwe zakończenie, wszystko toczy się jak w bajce, wszystko kończy się dobrze! Pewnie nie mam prawa być zła, bo mi się wiecznie nie udaje! Pewnie jestem stukniętą zazdrośnicą, ale cóż...

Ogólnie książkę czyta się szybko, bo jest pisana prostym językiem. Główna bohaterka - Gwen - spotyka po latach swoją miłość (o ile wielką miłością można nazwać 3 tygodniowy romans na studiach z seksem na stojąco przy tablicy szkolnej)-Elliota. Na jednej z imprez, na którą Gwen przychodzi z mężem Peterem wynika pewna sytuacja, która kończy się podjęciem decyzji, by Gwen udawała przez jakiś czas żonę Elliota. (Jak do tego doszło - przeczytajcie książkę :) ). Nie trzeba być geniuszem, by przewidzieć co będzie dalej....

Zawiodłam się na książce, gdyż główny wątek jest ciekawy i można go bardziej rozwinąć, wejść głębiej w problem. Aczkolwiek dwa fragmenty "zatrzymały" mnie na dużej, zmuszając do zastanowienia się nad nimi.

"Większości z nas wydaje się, że wszystko w życiu jest jednoznacznie dobre lub jednoznacznie złe, jak gdyby świat został podzielony na pół przez kogoś z ogromną poduszką do tuszu i dwiema pieczęciami. Jesteśmy również głęboko przekonani, ze postępujemy źle z powodu słabości, lenistwa, uleganiu żądzom bądź nieposkromionemu id. Możemy wówczas winić tych, którzy postępują niewłaściwie i obarczać ich odpowiedzialnością za cierpienie będące wynikiem podejmowanych przez nich złych wyborów. Poza tym, jeśli wszystko jest tak wyraźnie określone i ludziom nie udaje się postępować dobrze z powodu ich niedoskonałości, możemy wierzyć, że złego postępowania łatwo uniknąć. Myśląc w ten sposób, możemy wierzyć, że potrafimy postępować dobrze i potrafimy być dobrzy."

.....

"...nigdy nie wiesz, kiedy dopadnie cię żal za tym, co stracone. Niektórzy ludzie rozpaczają jeszcze zanim lub kogoś utracą, wiedząc co ich czeka. Niektórzy zaczynają rozpaczać nagle, w miejscu publicznym, jak gdyby realność ich straty docierała do nich dopiero po skonfrontowaniu się z innymi. Jeszcze inni rozpaczają przez lata, dekady, żal wciąż powraca jak woda kapiąca z nieszczelnego kranu, powiększając rdzawą plamę na powierzchni wanny..."

Pożyczona miłość - Bridget Asher



Zgodziłabyś się udawać żonę byłego chłopaka?
Gwen się zgodziła, a jej mąż nawet ją do tego zachęcił.
Z wielką tremą wkroczyła na nową drogę życia.
Wkrótce dowiedziała się, czyją żonę tak naprawdę udawała....



poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Scyzoryk - Zbigniew Masternak

No i Księstwo" przeczytane :)
"Scyzoryk" Zbigniewa Masternaka czytało mi się najlepiej, może dlatego ze nie było "upstrzone" gwarą i legendami. Pomimo tego, że autor posłużył się schematem "ja chce - ona nie, ona chce ja nie chce" książka nie wydaje się być tak nudna, jak np. "Chmurołap". Zbliżając się ku końcowi narastało we mnie poczucie gniewu i frustracji, gdyż zapowiadało się na szczęśliwe zakończenie losów Księcia. Pomyślałam sobie: "nawet w tej książce będzie <<żyli i długo i szczęśliwie>>??? Księciu się udało, a mnie nie!!". Ale nie! Nie było tak sielankowo, chociaż osobiście szanuje Księcia za jego decyzje.

Podsumowując, stwierdzam iż czytanie powieści Zbigniewa Masternaka nie było stratą czasu, tak więc polecam.

Scyzoryk - Zbigniew Masternak



"Scyzoryk" to kontynuacja głośnych powieści Zbigniewa Masternaka "Chmurołap" i "Niech żyje wolność". Opowiada dalsze losy chłopaka, który za wszelką cenę próbuje się wyrwać spod Świętego Krzyża w wielki świat. po nieudanych studiach prawniczych trafia do Wrocławia, by studiowac polonistykę. Z powodu trudnej sytuacji materialnej, choroby matki oraz marzenia o sfilmowaniu jednego ze swych opowiadań wikła się w szemrane interesy. Matka umiera, a filmu nie udaje się skończyć. Jedynie, co z tego pozostaje, to świetna groteskowa opowieść o polskiej współczesności - Masternak to jeden z nielicznych pisarzy młodego pokolenia, który z konsekwencją portretuje Polskę i Polaków.



piątek, 13 sierpnia 2010

Chmurołap - Zbigniew Masternak


"Chmurołap" Zbigniewa Masternaka to druga część trylogii. Po "Niech żyje wolność" spodziewałam się tego, że Masternak pójdzie do przodu i będzie się lepiej czytało. No niestety okazało się, że autor "cofnął się" i to dosłownie, gdyż "Chmurołap" to jakby opis życia wydarzeń sprzed kontuzji, porażki na prawie, zawodu miłosnego...po prostu autor opisuje życie Księcia przed "Niech żyje wolność". Fabuła w tej części jest mdła, nic się nie dzieje, pełno legend, historii świętokrzyskich, momentami nużąca. Gdyby tak wyciąć te legendy, to pozostało by coś na rodzaj wypracowania licealnego, z płytkimi postaciami...Kurde, miałam wrażenie, że Książe skupia się głównie tylko na tym, jakby tu "przelecieć" swoja Różę :/

Najbardziej to podoba mi się tytuł - Chmurołap - gdyż sama jestem swojego rodzaju Chmurołapem, nie mam "nieba", i raczej nie będę go mieć, ale każdą Chmurę łapię, każdą która choć na chwile wygeneruje mój uśmiech na twarzy łapie...

"...nie, bo tu nie ma nieba, jest prześwit miedzy wieżowcami..." H.

Zbigniew Masternak "Chmurołap"




Wydarzenia z "Chmurołapa" poprzedzają chronologicznie fabułę debiutanckiej powieści Zbigniewa Masternaka "Niech zyje wolność".
28-letni autor wydaje drugą w tym roku, dojrzałą i świetnie skonstruowaną powieść o swoim dzieciństwie i wczesnej młodości, spędzonych na świętokrzyskiej wsi.
W "Chmurołapie" rojno od wiedźm, zbójców i diabłów - prawie wszystkie wydarzenia z życia młodego bohatera, Księcia, zostały skonfrontowane z legendami żyjącymi w pamięci wspólnoty, do której przynależy. Ludowe podania wywierają znaczący wpływ na dojrzewania chłopca. Są tez jedynym dziedzictwem, jakie przekazuje mu jego ojciec, tytułowy Chmurołap.
Masternak przygląda się swoim bohaterom z wrażliwością godną Żeromskiego. Skojarzenie z tym pisarzem nasuwa się również ze względu na opisywany w książce region - Góry Świętokrzyskie. jednak znacznie bliżej Masternakowi do innego znanego krajana - Gombrowicza. z którym łączą go gry z mitologią narodową, krytyka polskiej religijności czy groteskowy obraz szkoły.


czwartek, 12 sierpnia 2010

Extra Virgin - Annie Hawes


Kto lubi zapach świeżych pomidorów i bazylii, kto zajada się oliwkami i mozzarellą, ten z przyjemnością przeczyta książkę Annie Hawes "Extra Virgin". Książka w sam raz na letnie dni, bo czyta się ją przyjemnie - pomimo chaotycznej narracji i "skoków" w chronologii. Książka jest również wspaniałą ucieczką w ciepłe kraje, gdy za oknem deszcz lub śnieg. Szalenie we mnie trafiło poczucie humoru autorki oraz spostrzeżenia socjologiczne - obyczaje liguryjskich rolników oczyma londyńskiej kobiety. Mentalność małomiasteczkowych Włochów i angielski liberalizm. Ciekawe zderzenie :) Ogromnym plusem jest niesamowity klimat książki, co nie zmienia faktu, iż momentami za cholerę nie mogłam się połapać w chronologii opisywanych zdarzeń.


Annie Hawes - "Extra Virgin"




Annie Hawes wraz z siostrą kupuje starą rozsypującą się chałupę we Włoszech na zboczu liguryjskiej góry. Muszą się nauczyć nowego życia, poznać zasadę upraw oliwek i warzyw, adaptować domostwo tak, by choć trochę spełniało ich wcześniejsze wielkomiejskie oczekiwania. A przede wszystkim ustalić zasady współżycia z mieszkańcami wioski. Jak pogodzić chęć do swobodnego korzystania z uroków otoczenia, w tym plaży i morza z konserwatywnymi poglądami sąsiadów. Jak adoptować swe przyzwyczajenia do chłopskiego stylu picia i jedzenia.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Wracając do Masternaka....

...nawiąże do "Niech żyje wolność", którą przeczytałam w tym roku. Kurcze książka, ma tyle przeciwników co wielbicieli...generalnie pomimo tego, że czyta się ja dobrze, to jest dla mnie trochę irytująca z kilku powodów. Po pierwsze: za dużo "ego" głównego bohatera, które przesłania resztę. Wkurzający jest fakt, iż według niego wszyscy, którzy go otaczają stanowią pewien "prymityw", On - Książę - natomiast jest w swoim mniemaniu Kimś szczególnym, lepszym. On jest mądry, On jest oczytany, On wyrabia sobie gust...Po drugie: za dużo gwary wiejskiej, tak że momentami bardzo źle się czyta. No i nawiązując do "po pierwsze" Książę oczywiście posługuje się czystą polszczyzną, jego koledzy, sąsiedzi rodzice oczywiście "godajo". Pytanie tylko dlaczego? Przecież wychowuje się w takich samych realiach: bieda, ojciec alkoholik, niespełnione marzenia. Książę ma dużo aspiracji, a nie wiele umiejętności. Mając wysokie mniemanie o swojej wyjątkowości ma trudności z nawiązaniem przyjaźni z kimkolwiek. Po trzecie: za dużo legend, historii, które mnie nużyły w tej książce.
Jak w skrócie opisać tą książkę? Można tak: Poezja, Futbol, Disco polo. Piłka nożna i poezja stanowią dwa główne aspekty powieści. Książę, który zapowiada się na obiecującego piłkarza, doznaje kontuzji kolana. Tak więc piłkarską karierę szlag trafił. Postanawia się więc zająć poezją i pisać wiersze literackim wzorem staje się dla niego Goethe. W tym samym czasie zdaje na studia prawnicze. Zarówno prawo, jak i pisanie wierszy nie bardzo mu wychodzą. jedyny utwór, który udaje mu się napisać to wiersz "O wydalaniu poezji". Brak natchnienia.
Z czym Wam się kojarzy tytuł książki "Niech żyje wolność"? Oczywiście z wiejskimi potańcówkami, weselami i muzyką disco polo. I tu kolejna irytacja. Tylko Książę słucha z uwielbieniem Nirvany, reszta to wieśniaki słuchające prymitywnej muzyki "diskopolo". Co więcej książka zahacza o szybki seks i prymitywny intelektualizm, niektórych bohaterów.
Książę nie tylko mnie irytuje, ale i wzrusza. Jego miłość do matki - okłamuje ją , i owszem. Ale tylko dlatego, by jako jedyne jej dziecko jej nie zawieść. Spełnić jej ambicje i marzenia. Nie chce powielać losu swojego ojca, który pił pod sklepem, niczego nie osiągnął w życiu.

Reasumując: nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem, ale nie jest to również książka, która odpycha. Nie można tej powieści jednoznacznie ocenić. Trzeba po prostu po nią sięgnąć i samemu się przekonać, czy jest to lektura godna polecenia, czy nie :)

Zbigniew Masternak "Niech żyje wolność"




Bohater książki "Niech żyje wolność", wywodzącej się ze wsi pod Świętym Krzyżem, środowiska, w którym obowiązuje prawo pięści i sztachety, czyni wszytko, by wyrwać się w szeroki świat. Po ciężkiej kontuzji kolana już nie gra w piłkę, nie zostanie drugim Maradoną, więc postanawia...pisać wiersze, w czym patronuje mu Goethe. Futbol i poezja to dwa główne nurty tej książki.
Porównując literaturę z ukochanym sportem, Masternak tworzy satyryczne obrazy środowisk literackich - o ile na boisku sukces można odnieść dzięki sprecyzowanym regułom gry, sprawności fizycznej i tężyźnie, o tyle antyczny duch współzawodnictwa i współpracy zupełnie zanika wśród osób zajmujących się "sztuką słowa".

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zamierzam...

...przeczytać poniższą 10-kę:) Zaczynam od Zbigniewa Masternaka "Chmurołap", kontynuację "Niech żyje wolność", którą już przeczytałam. następny jest "Scyzoryk" tego samego autora. "Trylogia" opowiada o losach chłopaka, który za wszelką cenę próbuje się wyrwać spod Świętego Krzyża w wielki świat.
Kolejne książki to:
- Jerzy Pilch "Miasto utrapienia"
- Luanne Rice "Gwiazdy prowadzą do domu"
- Dan Brown "Anioły i demony"
- Paulo Coelho "Zahir"
- Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
- Ayse Onal "Honor albo śmierć"
- Bridget Asher "Pożyczona miłość"
- Bridget Asher "kwiaty od Artiego"


Jak widać - jest zróżnicowanie - ale nie lubię szufladkowania i zamykania się w pewnych kręgach. Jestem otwarta :)


niedziela, 8 sierpnia 2010

Smutek - C.S. Lewis

Przeczytałam...

"Początkowo bałem się chodzić tam, gdzie byliśmy z H. szczęśliwi - do naszego baru czy lasku. Ale postanowiłem zmusić się do tego od razu, tak jak posyła się pilota natychmiast tam, gdzie uległ katastrofie. O dziwo, jet mi to obojętne. Jej nieobecność w tych miejscach nie jest bardziej bolesna niż gdzie indziej. Nie chodzi więc o miejsce. (...)Samo życie stało się zupełnie inne. Jej nieobecność rozciąga się nad wszystkim jak niebo."

"...Jest jedno miejsce, gdzie nieobecność H. odczuwam najbardziej dotkliwie, i tego miejsca nie mogę unikać. Mam na myśli własne ciało. Miało ono tak inne znaczenie, gdy było ciałem człowieka, który kochał i był kochany. teraz jest jak pusty dom. .."

Niewielka, cieniutka książka zawierająca bardzo intymne wyznanie autora. C.S.Lewis opisuje tu stan swojej duszy, ciała i umysłu po śmierci żony. Rozmowa z samym sobą. Rozmowa o ukochanej, Bogu i o najtrudniejszych uczuciach, których wielu z nas już doświadczyło, a niemal wszystkich na pewno doświadczy. Polecam ją każdemu, kto zna uczucie porzucenia, rozstania, samotności, straty bliskiej osoby. Czytając "Smutek"C.S. Lewis'a doznałam głębokiej introspekcji i objawienia, gdyż Lewis nazwał po imieniu to co czuję, a czego nie umiałam i nie umiem nazwać słowami....




Smutek C. S. Lewisa jest uznawany za najlepszą książkę dla ludzi przeżywających utratę bliskiej osoby, żałobę i smutek. Słynny pisarz, autor cyklu Opowieści z Narnii, napisał ją po śmierci ukochanej żony, Joy Gresham, która odeszła po dwóch i pół roku walki z rakiem.
Smutek jest książką do bólu szczerą i poruszającą. Pisany w formie dziennika bez dat jest relacją z kolejnych tygodni po odejściu ukochanej kobiety, pożegnaniem z Nią, opowieścią o wyobcowaniu w środowisku przyjaciół, przygotowaniem na własną śmierć, rozpaczliwą próbą zaakceptowania Boskich wyroków. Autor stawia czytelnika przed najważniejszymi pytaniami w życiu: konfrontuje go z cierpieniem po utracie ukochanej osoby, z doświadczeniem śmierci, zwątpieniem. Jest to jednocześnie książka, która unika prostych odpowiedzi i potrafi w nadzwyczajny, empatyczny sposób przeżywać smutek i żałobę wraz z czytelnikiem. Nie popada w banały, lecz subtelnie kieruje w stronę nadziei i pocieszenia.

Na podstawie książki i wydarzeń z życia Lewisa, które ją zainspirowały, powstał wzruszający, wielokrotnie nagradzany film Richarda Attenborough "Cienista dolina" z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger. Pewnie nie długo obejrzę....

sobota, 7 sierpnia 2010

Vikas Swarup - "Slumdog, milioner z ulicy"

Kolejną książką, która przeczytałam jednym tchem i która na długo zostanie w mej pamięci jest książka Vikasa Swarupa "Slumdog, milioner z ulicy". Zazwyczaj jest tak, że staram się najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć jej ekranizację. Ale tym razem było inaczej...Dobry znajomy polecił film o tym samym tytule co książka, a znając gust owego znajomego wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś ciekawego. I nie zawiodłam się, film pochłonął mnie bez reszty, płakałam i śmiałam się na przemian. Książka też mnie nie zawiodła - kilka wykładów i była przeczytana. Gorąco polecam zapoznanie się z tą pozycją. Choć momentami książka jest wręcz nierealna, to adresowałabym ją do tych, którzy nie doceniają tego co mają, którzy nie doceniają świata i ludzi, którzy ich otaczają.
"Slumdog" to wnikliwe spojrzenie na sytuację społeczną i ekonomiczną panującą w, aspirujących do miana światowego mocarstwa, Indiach. Powieść Swarupa to wizja Indii, daleka od stereotypowych, bollywoodzkich wyobrażeń. Cudowna, błyskotliwie napisana historia Hindusa z krwi i kości, z jego autentycznymi problemami i marzeniami.



Vikas Swarup - "Slumdog, milioner z ulicy"



Ram Mohammad Thomas został aresztowany za to, że poprawnie odpowiedział na dwanaście pytań w teleturnieju "Kto wygra miliard?". Nikt nie wierzy, że biedny sierota, który nigdy nie przeczytał gazety i nie chodził do szkoły, potrafił podać nazwę najmniejszej planety Układu Słonecznego albo tytuł dramatu Szekspira. Po prostu musiła oszukiwać! Oglądając telewizyjny zapis programu, Ram opowiada nam zdumiewającą historię swego życia, przez które prowadzi go niezawodny instynkt. Za każdym z pytań teleturnieju kryje się jakaś opowieść - o dzieciństwie pod opieka księdza, o spotkaniu z australijskim pułkownikiem mającym obsesje na punkcie bezpieczeństwa, o nielegalnej pracy przewodnika w Tadż Mahal.
Powieść składa się z kalejdoskopowych obrazów współczesnych Indii połączonych postacią kilkunastoletniego bohatera, który mimo codziennej walki o przetrwanie nie rezygnuje z swoich marzeń i odnajduje odpowiedzi nie tylko na pytania teleturniejowe, ale i na najważniejsze ze stawianych przez życie.

Flock Elizabeth - "Emma i ja"

Książka, która zaskakuje, książka która wzrusza i porusza, książka, która otwiera szerzej oczy, książka, którą pożyczyłam Pewnemu Panu (Panu, który wszedł w moje życie, podreptał i podeptał zabrał się i poszedł bez słowa), a który nie kwapi się by mi ją oddać...Trochę prywaty więc: Panie P. usilnie proszę o zwrot książki (bo jest moja!) - czy to osobiście, czy przez naszego wspólnego znajomego, czy też Pocztą Polską, może być przez UPS, DHL czy też inną pocztą kurierską, możesz nawet zostawić ją na wycieraczce pod drzwiami...nie ważne, tylko ja oddaj...
Flock Elizabeth "Emma i ja" - jest to książka o rodzinie, której nigdy nie chciałabyś mieć. Matka dwóch córek, Emmy i Caroline, po śmierci męża wychodzi za mąż za Richarda, despotę i tyrana. W ich domu nie ma czegoś takiego jak miłość. Dziewczynki tęsknią za zmarłym tatą są bite i wykorzystywane seksualnie. Cała książka jest opowiadana właśnie z perspektywy starszej siostry Carrie, ale najlepszy wstrząs miałam na końcu...Przez kilka minut siedziałam z otwartą buzią, bardzo zdumiona i zaskoczona końcówką. Az do ostatnich stron nie podejrzewałam, że Emma...z resztą przeczytajcie sami....

Elizabeth Flock - "Emma i ja"


" Nie da się zapomnieć świata widzianego oczami tej małej dziewczynki...
Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Chodzi do szkoły, lubi się bawić, lubi tez sobie pomarzyć o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata wyobraźnia nie pozwala jej uciec od bezwzględnych realiów dnia codziennego. Niegdyś w jej domu panowały miłość, radość i spokój - to wszystko się zmieniło po tragicznej śmierci ojca. Rządy objął teraz agresywny ojczym, z lubością pastwiąc sie nad rodziną. Carrie pragnie uchronić przed atakami Richarda młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, ze na pomoc matki nie ma co liczyć.
Dziewczynki łączy wspólny smutny los i nienawiść do ojczyma. Udręczone do granic wytrzymałości, nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii..."




Klin - czyli TO czego szukam...

Pewnego "weekendowego" dnia, siedząc w stołówce na uczelni ze znajomymi Przyjaciółka Joasia po kwestii "czytałam książkę 11 minut" (na co wokół zebrani stwierdzili "no i?", nie łapiąc, iż chodzi o książkę Pana Coelho), NIE poleciła mi czytać książki "Klin" Joanny Chmielewskiej. Do dociekliwych należę, więc pytam "Dlaczego?". W odpowiedzi słyszę: "... bo: nie wiadomo co chodzi, zagmatwane, można się pogubić, i w ogóle o co k...a tu chodzi?". Nie byłabym sobą gdybym jednak nie wzięła książki w swoje łapy...nie chcąc tracić czasu na przesyłkę z allegro (pomimo, że książka +przesyłka wychodziła niecałe 10 złotych) wydrukowałam ja sobie z neta...wiem :/

Generalnie książkę bardzo polecam, choć rzeczywiście można się pogubić :) Po kilkunastu stronach wiedziałam, że skądś znam już te historię, i rzeczywiście, gdy byłam mała ( tzn. jakiś 10 lat temu :)) oglądałam film na podstawie tejże książki "Lekarstwo na miłość". Film sobie również przypomniałam i Panie i Panowie zarówno książka jak i film POLECAM!!!! :) Można się ubawić :)


P.S. Szukam KLINA dla siebie...



"Postanowiłam kategorycznie, że nie będę płakać. Zgrzytając zębami, czekałam na telefon. Zadzwonił. - Musze się panu przyznać - powiedziałam słodkim głosem - że już mi się znudził ten brak urozmaicenia w naszych wzajemnych kontaktach. Z przyjemnością obejrzałabym pana w naturze. - O!Dojrzała pani? - Może...Klin jest klinem! Do diabla, klin klinem! Wszystko mi jedno. - Mam teraz, przed urlopem, cholernie dużo roboty...- Och, cos pan kiedyś wspominał o stawaniu na głowie, jak się czegoś bardzo chce...- Chwileczkę, wezmę kalendarz...jestem wolny jutro o dwunastej. - Przepiękna godzina. Przedtem pan zadzwoni? - Oczywiście. A... napalisz w piecu?...Boże, co z głos! Zamknąć oczy i tylko słyszeć ten głos..."(fragment opowieści)

Rawinis M.P. - "Misja dla dwojga"

Kolejna książka przeczytana w tym roku to pozycja M.P. Rawinis "Misja dla dwojga". No cóż, nie wiele mogę napisać o tej książce, żadnych "ochów" i "achów", po prostu wpadła mi w ręce i już...Książka napisana prostym językiem, łatwa do przewidzenia...w sam raz na dni, w których nie można się skupić z jakiś względów....

M.P. Rawinis "Misja dla dwojga"

"Agnieszka rezygnuje z pracy w muzeum, planując półroczny wyjazd do Londynu. Wynajmuje mieszkanie na czas nieobecności i sprzedaje samochód. Jednak w drodze na lotnisko gubi wszystkie dokumenty i pieniądze. Jakby tego było mało, dowiaduje się, iż jej narzeczony spotyka się z inną kobietą. A to już wyraźny znak, że w jej życiu czas na radykalne zmiany. Podejmuje się więc z pozoru prostego zadania...
Misja dla dwojga to pełna humoru współczesna opowieść o młodej kobiecie, która czasem czuje się bardzo dorosła, a niekiedy sprawia wrażenie bezradnej małej dziewczynki...."

wtorek, 3 sierpnia 2010

Trylogia o Białej Masajce

Autobiograficzna trylogia Corinne Hofmann o Białej Masajce to pozycje, z których dwie przeczytałam w tym roku. Ogólnie mam problem z jednoznaczną oceną książek, gdyż tak naprawdę tylko pierwszą część "Biała Masajka" została pochłonięta przeze mnie w trybie natychmiastowym. Całość pisana jest w formie pamiętnika. Co mnie wkurzyło? Pani Hofmann, która gdzieś tam w Szwajcarii żyje na wysokim poziomie materialnym, ma swój biznes, który dobrze prosperuje, ma przystojnego narzeczonego, który ją kocha, rzuca po prostu ot tak, wszystko bo zauroczyła się Masajem, którego spotkała podczas podróży na Dziki Ląd. Potrafią się porozumieć tylko za pomocą kilku słów po angielsku...co więcej Lketinga (Masaj) - znika, więc cóż tam że narzeczony czeka, cóż tam, że interes w Szwajcarii kwitnie, Corinne udaje się w podróż poszukiwawczą,nie wiele wiedząc o kulturze afrykańskiej, I choć podziwiam ją za zapał, zaciętość, za walkę o swoje "szczęście" , której mi osobiście niestety brak, za siłę by przystosować się do nowych warunków (bardziej niż prymitywnych) śmiem nazwać Białą Masajkę - Białą Ignorantką...bo co by było gdyby nie była zamożna, nie miała pomocy z cywilizacji w formie finansowej, czy udałoby się jej tak długo przetrwać w kraalu? Pocieszające jest to, że autorka nikogo nie oskarża za niepowodzenie małżeństwa z Masajem, ani siebie, ani Lketingę, ani rodzinę afrykańską. Niestety dzika kultura afrykańska, wartości wychowawcze, cywilizacja europejska w połączeniu stanowią nie lada wyzwanie...

Mimo wszystko polecam przeczytać, szczególnie pierwszą część. Drugi tom niestety jest nudy, a przeczytać ją musiałam chcąc zacząć trzecią, która też niestety pozostawia wiele do życzenia. Bynajmniej "Biała Masajka" Corinne Hofmann zapoczątkowała we mnie chęć poznania kultur kobiet świata, ich przeżyć, problemów, wzlotów i upadków. Stąd kilka pozycji na mojej półce, z którymi mam nadziej uda mi się zapoznać w najbliższym czasie. To niektóre, z nich:
1. Ayaan Hirsi Ali "Niewierna"
2. Schapelle Corby "Jeśli doczekam jutra"
3. Ting - Xing Ye "Nazywam się numer cztery"

Planuję również zakupić pozycję Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na krańcu świata" :)

A teraz "okładkowo" Biała Masajka:
Corinne Hofmann "Biała Masajka"

Planowała tylko urlop w Afryce...Niezależna Europejka, nigdy by nie uwierzyła, że zakocha się w masajskim wojowniku.

"Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu. Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii. Tam doświadczyłam nieba i piekła, dotarłam do granic wytrzymałości fizycznej i duchowej. Wraz z córką wygrałyśmy największą walkę o przetrwanie..." - pisze autorka jednego z największych bestsellerów ostatnich lat.


Corinne Hofmann "Żegnaj Afryko. Dalsze losy Białej Masajki"



"Często zadawano mi pytanie: czy kiedykolwiek żałowałam, że wdałam się w historię miłosną z wojownikiem Samburu. Wtedy za każdym razem odpowiadałam z najgłębszym przekonaniem" Nigdy! Otrzymałam przywilej uczestnictwa w pewnej kulturze, której w tej formie prawdopodobnie już niedługo nie będzie, i dane było mi przeżyć wielką miłość (...) Nie mogłabym już żyć w Afryce! Co jednak pozostaje żywe, to przywiązanie do mojej byłej rodziny i wielka ciekawość dzisiejszej Kenii. Być może będę mogła pewnego dnia zaspokoić tę ciekawość, kiedy Napirai będzie już dorosłą i zechce poznać swoich afrykańskich krewnych. Kto wie?"

Corinne Hofmann "Moja afrykańska miłość"


"Już prawie czternaście lat upłynęło od czasu, gdy z moją córeczką Napirai, wtedy półtoraroczną, uciekłam z Nairobi. I oto znowu siedzę w samolocie, lecącym do Kenii. W głowie wiruje od pełnych lęku pytań. Jak wygląda mój dawny dom? Co się zmieniło? Co pozostało takie samo? czy bez trudu rozpoznam ludzi i małą wioskę Barsaloi na północy kraju? Jak zareaguje Lketinga, mój były mąż i wojownik Samburu? A mama? Czy ucieszy ich moja wizyta? Przyjmą mnie serdecznie i życzliwie?"


P.S. Film na podstawie książki też oglądałam. Hmmm....

Dracena przerwała milczenie...

"Dracena" wczoraj przerwała milczenie i powiedziała kto jest mordercą doktor Karpińskiej :) Nadal utrzymuję stanowisko, że książka jest godna przeczytania, gdyż przyjemnie się ją czyta np. na ogrodowej huśtawce po całym dniu pracy :) Nie wymaga intensywnego myślenia, skupienia się na tekście, ale nie należy równocześnie do książek banalnych. Polecam !!!

Zaczęłam czytać C.S. Lewis'a "Smutek" - książkę smutną i przejmującą do szpiku kości. Nie będę jej komentować w tym poście, bo wymaga ona przemyśleń po całkowitej lekturze. Wspomnę tylko, że znam uczucie smutku z autopsji, nie takiego smutku, bo deszcz pada, bo mam "doła", bo jesień idzie...Ale uczucie takiego smutku, że czuje się nie tylko psychiczny ból, ale również fizyczny, że traci się poczucie kontroli nad sobą, traci się wiarę w te wartości, które do tej pory były najważniejsze, traci się pewność siebie, we własne siły. Lewis pięknie pisze o smutku, dobitnie obrazuje to uczucie, uczucie które od wielu miesięcy mieszka wewnątrz mnie, które mieszkać będzie długo, o ile nie zawsze...dlatego sięgnęłam po "Smutek" bo cholernie trafnie nakreśla to co ja czuje, pomimo tego, że Mój Smutek ma nieco inne źródło niż autora, choć oboje smucimy się po odejściu KOGOŚ bliskiego....bardzo bliskiego....

sobota, 31 lipca 2010

Sparks Nicholas - "Pamiętnik"

W ramach zajęć z angielskiego nasz szanowny Pan magister włączył nam film"Notebook" - marny był wybór. Pomimo tego, że filmu nie udało mi się do końca obejrzeć, w jakiś sposób urzekł mnie. Po kilku tygodniach sięgnęłam po książkę, która była cienka, miała duże litery i łatwo zmieściła się do torebki. Szukałam czegoś co umili mi ewentualny czas przeznaczony na "czekanie" np. na zajęcia. Wybór padł na książkę Nicholasa Sparks'a "Pamiętnik". Po kilku przeczytanych stronach - podczas czekania na pomoc, gdyż w drodze na uczelnie zepsuło mi się auto - zaczęłam kojarzyć, że gdzieś już spotkałam się z takim wątkiem. I rzeczywiście "wujek gugl" powiedział mi, że to TEN "Pamiętnik".
Niestety zawiodłam się książką - ale jestem pełna podziwu dla tego, kto z takiego gniota potrafił stworzyć dość ciekawy film. Książka jest napisana tak łzawym językiem, że nawet mnie - wrażliwą do bólu osobę - w pewnych momentach przyprawiało o mdłości. Zapewne wpływ na ten fakt ma to , że nie wierzę w facetów, którzy są przy kobiecie do końca życia i kochają miłością tak silną, jak sprzed lat.


Z okładki :



W starym, wytartym notatniku kryje się historia pewnej miłości, która rozkwitła po II wojnie światowej gdzieś w Karolinie Północnej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki starej kobiecie chorej na Alzhheimera. Dzięki sile uczucia przezywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie kiedy w 1932 roku po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson - ich potajemne spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy z niknęła z jego życia na czternaście lat.



Giffin Emily - " Coś niebieskiego", "Coś pożyczonego"

Dwie pozycje Emily Giffin: "Coś niebieskiego" i "Coś pożyczonego" to kolejne książki. Połączę je razem w tym poście, gdyż stanowią razem całość. Dwie najlepsze wydawałoby się przyjaciółki opowiadają tę samą historię ze swojej perspektywy. Mój błąd w czytaniu tych pozycji polegał na tym, iż zamiast zacząć czytać od "Coś pożyczonego" zaczęłam od "Coś niebieskiego"...to tak jakby od końca.

Zacznę od okładek...

"Coś pożyczonego" - bo powinna być pierwsza :)


Co myślicie o dziewczynie, która idzie do łóżka z narzeczonym najlepszej przyjaciółki? Czy granica między tym, co dobre i złe, naprawdę jest wyraźna?

Rachel uważa się za racjonalistkę, która w każdej sytuacji postępuje właściwie. W przeciwieństwie do jej przebojowej przyjaciółki Darcy, nie zawsze lojalnej. Jedna noc sprawia, że role się odwracają. Po przyjęciu z okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku narzeczonego Darcy. Początkowo chce jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie, ale zakochuje się i brnie w kłopoty. Tymczasem data ślubu Darcy i Deksa jest coraz bliższa... Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń? Coś pożyczonego udowadnia, że nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba uważnie wysłuchać obu stron. A co na temat podwójnej zdrady ma do powiedzenia Darcy? Już wkrótce poznacie tę samą historię opowiedzianą z jej punktu widzenia.

"Coś niebieskiego" ukazuje dalsze losy Darcy i Rachel, bohaterek bestsellerowej powieści "Coś pożyczonego".

Wciągająca historia przyjaźni i zdrady, ale przede wszystkim poruszająca opowieść o dojrzewaniu i przemianie do macierzyństwa i miłości. Darcy ma wszystko o czym marzą kobiety - urodę, sexapil, męskie zainteresowanie, wyczucie stylu, świetną pracę, przystojnego i bogatego narzeczonego. A także lojalną przyjaciółkę Rachel. Tydzień przed ślubem Dex rzuca Darcy. Ona przyjmuje to w miarę spokojnie. Jednak gdy dowiaduje się, że zdradził ją z Rachel, w której zakochał się ze wzajemnością, wpada we wściekłość. Obwinia oboje o rozpad swojego narzeczeństwa, choć sama ma romans z drużbą Dexa, Marcusem, i spodziewa się jego dziecka...

Rachel...bardzo dobrze nakreśla temat zdrady ze swojej perspektywy. Poznajemy jej emocje i uczucia, miłość do mężczyzny ale jednocześnie poczucie winy wobec jej najlepszej przyjaciółki. Ja ją rozumiem bardzo dobrze, bo Rachel wykorzystuje chwile, które już nigdy w jej życiu mogą się nie pojawić, a są najpiękniejsze i najcenniejsze....-

Już pierwsze zdania w "Coś niebieskiego" - "Urodziłam się piękna" nakreśla nam osobowość Darcy. Pierwsze wrażenie: powierzchowna, wykorzystująca swoją urodę, płytka ignorantka w kostiumie od Chanel. Strona za stroną i wkraczamy w świat bohaterki, poznając świat, w którym się wychowała i w którym wpojono jej wartości. Nic więc dziwnego, że jej życiem decydują w głównej mierze urok osobisty, pieniądze, prestiż i przyjemności. Kurczowo chwyta się przeszłości i gdy wali jej się świat , podejmuje coraz to głupsze decyzje, aż w końcu zostaje sama. Oczywiście Darcy to ten typ, który wini cały świat za swoje niepowadzenia, a sobie nie ma nic do zarzucenia.
Osobiście mam dla niej swój podziw. Podwójna zdrada, ciąża z nieodpowiednim facetem, utrata wszystkiego co do tej pory stanowiło o naszej pozycji - to wachlarz przesłanek do tego by się załamać. Ale nie Darcy! Ona walczy, kieruje się przy tym dążeniem do własnego szczęścia. "Ja wam jeszcze pokażę!" - staje się jej dewizą. Wkrótce zmierza się ze swoją egocentryczną naturą i chcąc nie chcąc zastanawia się nad samą sobą.

Książka ta to dla mnie kolejne uświadomienie w tym, że przyjaźń nie polega na rywalizacji, a miłośc nie stanowi tylko sex. Generalnie polecam, na letni dni, ale też na i jesienno - zimowe wieczory :)

Graziano Don - "Ultimatum"

Kolejna książka to żadne "wow", ale mam juz tak, ze jak zacznę czytać to kończę...mimo wszystko.
Don Graziano "Ultimatum". Standard: jeśli mnie kochasz, to musisz się ze mną ożenić. Prostota i jeszcze raz prostota, przewidywalność do bólu. Na szczęście mam świadomość, że w życiu nie jest tak bajkowo...
W odpowiedzi na pytanie dlaczego sięgnęłam po tą książkę mogę tylko powiedzieć, że w jakiś sposób znalazła się na mojej półce, a to co na niej leży (na półce:)) prędzej czy później przechodzi przez moje ręce:)



Z okładki:

Lekka powieściowa "komedia romantyczna" o sensie małżeństwa. Za tydzień minie 6 szczęśliwych lat, od kiedy Layla i Henry są ze sobą. Czyż nie pora usankcjonować związek i założyć rodzinę? Na podjęcie ostatecznej decyzji Layla daje zdumionemu Henry'emu równo siedem dni. Ultimatum jest proste: małżeństwo lub... rozstanie.

Tasso Valerie - "Pamiętnik nimfomanki"

Zanim dokończę "Dracenę..." i wezmę w łapę kolejną książkę, chciałabym się "pochwalić" co od początku roku udało mi się przeczytać.

W styczniu z okazji sesji egzaminacyjnej udało mi się przeczytać tylko książkę Valerie Tasso "Dziennik nimfomanki". Prawdziwa, autobiograficzna historia ekskluzywnej prostytutki z Madrytu: skandalizujące wspomnienia dziewczyny uzależnionej od seksu. Autorka, urodziwa Francuzka, opisuje swe doświadczenia w odważnej stylistyce słynnego "Życia seksualnego Catherine M.". Wiele tu bulwersujących scen, od seksu na cmentarzu po zabawy z butelką coca-coli. A jednak jest to także historia miłości...To z okładki...



No tak...książka dla dorosłych. Książka jest niestety bardzo przewidywalną historią o biednej dziewczynie, która znajduje miłość mimo trudnej sytuacji. Sama bohaterka na pewno jest osobą o wysokim libido, ale raczej do nimfomanki jej daleko, zatem tytuł raczej ma za zadanie przyciągnąć czytelnika niż oddać treść zawartą w książce. Fabuła prosta, ckliwa, momentami ciekawa, ale niestety od początku wiadomo co będzie dalej, jedyną myślą jaka towarzyszy podczas lektury to ciekawość kto będzie kolejnym kochankiem i jaka będzie opisywana pozycja, pomimo tego, że seksu pojawia to tutaj prawie tyle samo co w Harlequinach.

Mimo wszystko bardzo dobrze się czyta i to nie tylko ze względu na lubianą powszechnie tematykę, ale przede wszystkim przez realne, wiarygodne, szczere i dokładne opisy osób, sytuacji, zdarzeń i miejsc. Do tego lekka i przystępna forma dziennika-pamiętnika systematyzuje w jedną całość treść książki.

Odnosząc się do przykładu: tak, jak czytając książkę kucharską nie czuje się smaku i zapachu potraw, tak czytając "Dziennik..." ani razu nie poczułam przyjemnego dreszczyku, który powinien być przecież przywoływany przez dominującą w niej tematykę.

czwartek, 29 lipca 2010

Dracena przerywa milczenie, czyli coś na początek....

Wśród moich postanowień noworocznych jakie skrzętnie wypisałam sobie w kalendarzu, znalazło się postanowienie, iż przeczytam w ciągu roku przynajmniej 60 książek. Mamy lipiec za pasem prawie, a u mnie na liście jakieś 14 pozycji. Jednakże należę do osób ambitnych wierzę, że mi się uda. Postanowiłam pisać bloga, na którym będę opisywać kolejne pozycje, które udało mi wchłonąć - taka moja mała motywacja :)

Obecnie czytam książkę Mai Kotarskiej "Dracena przerywa milczenie". Tajemnicę morderstwa w instytucie naukowym próbują rozwikłać dr Agatka Cyryl (Holmes) i dr Jola Kapłan (Watson). Pomagają im niecodzienni współpracownicy: uczuciowa roślina i psotna kotka Mopka, a po piętach depcze policja wyposażona w dobre chęci i cuda techniki. Humor Mai Kotarskiej sprawia, że zwykłe życie staje się niezwykle zabawne, niewiarygodne historie zyskują wiarygodność, a do słabości bliźnich mamy więcej dystansu i życzliwości.





"Dracena..." to pierwsza czytana przeze mnie książka Pani Kotarskiej, jednakże jestem pod pozytywnym wrażeniem, książka wciąga, jest napisana lekkim językiem. Cięty dowcip, inteligentne riposty bohaterów sprawiają, iż książka jest dobrą odskocznią od stresów dnia codziennego. Losy dr Agatki i dr Joli można śledzić jeszcze w "Strusie jajo" i "Ładny gips", ja jeszcze pewnie sięgnę po "Nie kłam kochanie" i "Gdzie ja miałam oczy" - coś mniej kryminalnego :)