środa, 25 sierpnia 2010

Pożyczona miłość - Bridget Asher

...powróciłam po dniach milczenia....

Nie wiem na co mi to było, po co sięgałam po książkę Bridget Asher "Pożyczona miłość". Pewnie po to by się wkurzyć! Znów szczęśliwe zakończenie, wszystko toczy się jak w bajce, wszystko kończy się dobrze! Pewnie nie mam prawa być zła, bo mi się wiecznie nie udaje! Pewnie jestem stukniętą zazdrośnicą, ale cóż...

Ogólnie książkę czyta się szybko, bo jest pisana prostym językiem. Główna bohaterka - Gwen - spotyka po latach swoją miłość (o ile wielką miłością można nazwać 3 tygodniowy romans na studiach z seksem na stojąco przy tablicy szkolnej)-Elliota. Na jednej z imprez, na którą Gwen przychodzi z mężem Peterem wynika pewna sytuacja, która kończy się podjęciem decyzji, by Gwen udawała przez jakiś czas żonę Elliota. (Jak do tego doszło - przeczytajcie książkę :) ). Nie trzeba być geniuszem, by przewidzieć co będzie dalej....

Zawiodłam się na książce, gdyż główny wątek jest ciekawy i można go bardziej rozwinąć, wejść głębiej w problem. Aczkolwiek dwa fragmenty "zatrzymały" mnie na dużej, zmuszając do zastanowienia się nad nimi.

"Większości z nas wydaje się, że wszystko w życiu jest jednoznacznie dobre lub jednoznacznie złe, jak gdyby świat został podzielony na pół przez kogoś z ogromną poduszką do tuszu i dwiema pieczęciami. Jesteśmy również głęboko przekonani, ze postępujemy źle z powodu słabości, lenistwa, uleganiu żądzom bądź nieposkromionemu id. Możemy wówczas winić tych, którzy postępują niewłaściwie i obarczać ich odpowiedzialnością za cierpienie będące wynikiem podejmowanych przez nich złych wyborów. Poza tym, jeśli wszystko jest tak wyraźnie określone i ludziom nie udaje się postępować dobrze z powodu ich niedoskonałości, możemy wierzyć, że złego postępowania łatwo uniknąć. Myśląc w ten sposób, możemy wierzyć, że potrafimy postępować dobrze i potrafimy być dobrzy."

.....

"...nigdy nie wiesz, kiedy dopadnie cię żal za tym, co stracone. Niektórzy ludzie rozpaczają jeszcze zanim lub kogoś utracą, wiedząc co ich czeka. Niektórzy zaczynają rozpaczać nagle, w miejscu publicznym, jak gdyby realność ich straty docierała do nich dopiero po skonfrontowaniu się z innymi. Jeszcze inni rozpaczają przez lata, dekady, żal wciąż powraca jak woda kapiąca z nieszczelnego kranu, powiększając rdzawą plamę na powierzchni wanny..."

Pożyczona miłość - Bridget Asher



Zgodziłabyś się udawać żonę byłego chłopaka?
Gwen się zgodziła, a jej mąż nawet ją do tego zachęcił.
Z wielką tremą wkroczyła na nową drogę życia.
Wkrótce dowiedziała się, czyją żonę tak naprawdę udawała....



poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Scyzoryk - Zbigniew Masternak

No i Księstwo" przeczytane :)
"Scyzoryk" Zbigniewa Masternaka czytało mi się najlepiej, może dlatego ze nie było "upstrzone" gwarą i legendami. Pomimo tego, że autor posłużył się schematem "ja chce - ona nie, ona chce ja nie chce" książka nie wydaje się być tak nudna, jak np. "Chmurołap". Zbliżając się ku końcowi narastało we mnie poczucie gniewu i frustracji, gdyż zapowiadało się na szczęśliwe zakończenie losów Księcia. Pomyślałam sobie: "nawet w tej książce będzie <<żyli i długo i szczęśliwie>>??? Księciu się udało, a mnie nie!!". Ale nie! Nie było tak sielankowo, chociaż osobiście szanuje Księcia za jego decyzje.

Podsumowując, stwierdzam iż czytanie powieści Zbigniewa Masternaka nie było stratą czasu, tak więc polecam.

Scyzoryk - Zbigniew Masternak



"Scyzoryk" to kontynuacja głośnych powieści Zbigniewa Masternaka "Chmurołap" i "Niech żyje wolność". Opowiada dalsze losy chłopaka, który za wszelką cenę próbuje się wyrwać spod Świętego Krzyża w wielki świat. po nieudanych studiach prawniczych trafia do Wrocławia, by studiowac polonistykę. Z powodu trudnej sytuacji materialnej, choroby matki oraz marzenia o sfilmowaniu jednego ze swych opowiadań wikła się w szemrane interesy. Matka umiera, a filmu nie udaje się skończyć. Jedynie, co z tego pozostaje, to świetna groteskowa opowieść o polskiej współczesności - Masternak to jeden z nielicznych pisarzy młodego pokolenia, który z konsekwencją portretuje Polskę i Polaków.



piątek, 13 sierpnia 2010

Chmurołap - Zbigniew Masternak


"Chmurołap" Zbigniewa Masternaka to druga część trylogii. Po "Niech żyje wolność" spodziewałam się tego, że Masternak pójdzie do przodu i będzie się lepiej czytało. No niestety okazało się, że autor "cofnął się" i to dosłownie, gdyż "Chmurołap" to jakby opis życia wydarzeń sprzed kontuzji, porażki na prawie, zawodu miłosnego...po prostu autor opisuje życie Księcia przed "Niech żyje wolność". Fabuła w tej części jest mdła, nic się nie dzieje, pełno legend, historii świętokrzyskich, momentami nużąca. Gdyby tak wyciąć te legendy, to pozostało by coś na rodzaj wypracowania licealnego, z płytkimi postaciami...Kurde, miałam wrażenie, że Książe skupia się głównie tylko na tym, jakby tu "przelecieć" swoja Różę :/

Najbardziej to podoba mi się tytuł - Chmurołap - gdyż sama jestem swojego rodzaju Chmurołapem, nie mam "nieba", i raczej nie będę go mieć, ale każdą Chmurę łapię, każdą która choć na chwile wygeneruje mój uśmiech na twarzy łapie...

"...nie, bo tu nie ma nieba, jest prześwit miedzy wieżowcami..." H.

Zbigniew Masternak "Chmurołap"




Wydarzenia z "Chmurołapa" poprzedzają chronologicznie fabułę debiutanckiej powieści Zbigniewa Masternaka "Niech zyje wolność".
28-letni autor wydaje drugą w tym roku, dojrzałą i świetnie skonstruowaną powieść o swoim dzieciństwie i wczesnej młodości, spędzonych na świętokrzyskiej wsi.
W "Chmurołapie" rojno od wiedźm, zbójców i diabłów - prawie wszystkie wydarzenia z życia młodego bohatera, Księcia, zostały skonfrontowane z legendami żyjącymi w pamięci wspólnoty, do której przynależy. Ludowe podania wywierają znaczący wpływ na dojrzewania chłopca. Są tez jedynym dziedzictwem, jakie przekazuje mu jego ojciec, tytułowy Chmurołap.
Masternak przygląda się swoim bohaterom z wrażliwością godną Żeromskiego. Skojarzenie z tym pisarzem nasuwa się również ze względu na opisywany w książce region - Góry Świętokrzyskie. jednak znacznie bliżej Masternakowi do innego znanego krajana - Gombrowicza. z którym łączą go gry z mitologią narodową, krytyka polskiej religijności czy groteskowy obraz szkoły.


czwartek, 12 sierpnia 2010

Extra Virgin - Annie Hawes


Kto lubi zapach świeżych pomidorów i bazylii, kto zajada się oliwkami i mozzarellą, ten z przyjemnością przeczyta książkę Annie Hawes "Extra Virgin". Książka w sam raz na letnie dni, bo czyta się ją przyjemnie - pomimo chaotycznej narracji i "skoków" w chronologii. Książka jest również wspaniałą ucieczką w ciepłe kraje, gdy za oknem deszcz lub śnieg. Szalenie we mnie trafiło poczucie humoru autorki oraz spostrzeżenia socjologiczne - obyczaje liguryjskich rolników oczyma londyńskiej kobiety. Mentalność małomiasteczkowych Włochów i angielski liberalizm. Ciekawe zderzenie :) Ogromnym plusem jest niesamowity klimat książki, co nie zmienia faktu, iż momentami za cholerę nie mogłam się połapać w chronologii opisywanych zdarzeń.


Annie Hawes - "Extra Virgin"




Annie Hawes wraz z siostrą kupuje starą rozsypującą się chałupę we Włoszech na zboczu liguryjskiej góry. Muszą się nauczyć nowego życia, poznać zasadę upraw oliwek i warzyw, adaptować domostwo tak, by choć trochę spełniało ich wcześniejsze wielkomiejskie oczekiwania. A przede wszystkim ustalić zasady współżycia z mieszkańcami wioski. Jak pogodzić chęć do swobodnego korzystania z uroków otoczenia, w tym plaży i morza z konserwatywnymi poglądami sąsiadów. Jak adoptować swe przyzwyczajenia do chłopskiego stylu picia i jedzenia.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Wracając do Masternaka....

...nawiąże do "Niech żyje wolność", którą przeczytałam w tym roku. Kurcze książka, ma tyle przeciwników co wielbicieli...generalnie pomimo tego, że czyta się ja dobrze, to jest dla mnie trochę irytująca z kilku powodów. Po pierwsze: za dużo "ego" głównego bohatera, które przesłania resztę. Wkurzający jest fakt, iż według niego wszyscy, którzy go otaczają stanowią pewien "prymityw", On - Książę - natomiast jest w swoim mniemaniu Kimś szczególnym, lepszym. On jest mądry, On jest oczytany, On wyrabia sobie gust...Po drugie: za dużo gwary wiejskiej, tak że momentami bardzo źle się czyta. No i nawiązując do "po pierwsze" Książę oczywiście posługuje się czystą polszczyzną, jego koledzy, sąsiedzi rodzice oczywiście "godajo". Pytanie tylko dlaczego? Przecież wychowuje się w takich samych realiach: bieda, ojciec alkoholik, niespełnione marzenia. Książę ma dużo aspiracji, a nie wiele umiejętności. Mając wysokie mniemanie o swojej wyjątkowości ma trudności z nawiązaniem przyjaźni z kimkolwiek. Po trzecie: za dużo legend, historii, które mnie nużyły w tej książce.
Jak w skrócie opisać tą książkę? Można tak: Poezja, Futbol, Disco polo. Piłka nożna i poezja stanowią dwa główne aspekty powieści. Książę, który zapowiada się na obiecującego piłkarza, doznaje kontuzji kolana. Tak więc piłkarską karierę szlag trafił. Postanawia się więc zająć poezją i pisać wiersze literackim wzorem staje się dla niego Goethe. W tym samym czasie zdaje na studia prawnicze. Zarówno prawo, jak i pisanie wierszy nie bardzo mu wychodzą. jedyny utwór, który udaje mu się napisać to wiersz "O wydalaniu poezji". Brak natchnienia.
Z czym Wam się kojarzy tytuł książki "Niech żyje wolność"? Oczywiście z wiejskimi potańcówkami, weselami i muzyką disco polo. I tu kolejna irytacja. Tylko Książę słucha z uwielbieniem Nirvany, reszta to wieśniaki słuchające prymitywnej muzyki "diskopolo". Co więcej książka zahacza o szybki seks i prymitywny intelektualizm, niektórych bohaterów.
Książę nie tylko mnie irytuje, ale i wzrusza. Jego miłość do matki - okłamuje ją , i owszem. Ale tylko dlatego, by jako jedyne jej dziecko jej nie zawieść. Spełnić jej ambicje i marzenia. Nie chce powielać losu swojego ojca, który pił pod sklepem, niczego nie osiągnął w życiu.

Reasumując: nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem, ale nie jest to również książka, która odpycha. Nie można tej powieści jednoznacznie ocenić. Trzeba po prostu po nią sięgnąć i samemu się przekonać, czy jest to lektura godna polecenia, czy nie :)

Zbigniew Masternak "Niech żyje wolność"




Bohater książki "Niech żyje wolność", wywodzącej się ze wsi pod Świętym Krzyżem, środowiska, w którym obowiązuje prawo pięści i sztachety, czyni wszytko, by wyrwać się w szeroki świat. Po ciężkiej kontuzji kolana już nie gra w piłkę, nie zostanie drugim Maradoną, więc postanawia...pisać wiersze, w czym patronuje mu Goethe. Futbol i poezja to dwa główne nurty tej książki.
Porównując literaturę z ukochanym sportem, Masternak tworzy satyryczne obrazy środowisk literackich - o ile na boisku sukces można odnieść dzięki sprecyzowanym regułom gry, sprawności fizycznej i tężyźnie, o tyle antyczny duch współzawodnictwa i współpracy zupełnie zanika wśród osób zajmujących się "sztuką słowa".

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zamierzam...

...przeczytać poniższą 10-kę:) Zaczynam od Zbigniewa Masternaka "Chmurołap", kontynuację "Niech żyje wolność", którą już przeczytałam. następny jest "Scyzoryk" tego samego autora. "Trylogia" opowiada o losach chłopaka, który za wszelką cenę próbuje się wyrwać spod Świętego Krzyża w wielki świat.
Kolejne książki to:
- Jerzy Pilch "Miasto utrapienia"
- Luanne Rice "Gwiazdy prowadzą do domu"
- Dan Brown "Anioły i demony"
- Paulo Coelho "Zahir"
- Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
- Ayse Onal "Honor albo śmierć"
- Bridget Asher "Pożyczona miłość"
- Bridget Asher "kwiaty od Artiego"


Jak widać - jest zróżnicowanie - ale nie lubię szufladkowania i zamykania się w pewnych kręgach. Jestem otwarta :)


niedziela, 8 sierpnia 2010

Smutek - C.S. Lewis

Przeczytałam...

"Początkowo bałem się chodzić tam, gdzie byliśmy z H. szczęśliwi - do naszego baru czy lasku. Ale postanowiłem zmusić się do tego od razu, tak jak posyła się pilota natychmiast tam, gdzie uległ katastrofie. O dziwo, jet mi to obojętne. Jej nieobecność w tych miejscach nie jest bardziej bolesna niż gdzie indziej. Nie chodzi więc o miejsce. (...)Samo życie stało się zupełnie inne. Jej nieobecność rozciąga się nad wszystkim jak niebo."

"...Jest jedno miejsce, gdzie nieobecność H. odczuwam najbardziej dotkliwie, i tego miejsca nie mogę unikać. Mam na myśli własne ciało. Miało ono tak inne znaczenie, gdy było ciałem człowieka, który kochał i był kochany. teraz jest jak pusty dom. .."

Niewielka, cieniutka książka zawierająca bardzo intymne wyznanie autora. C.S.Lewis opisuje tu stan swojej duszy, ciała i umysłu po śmierci żony. Rozmowa z samym sobą. Rozmowa o ukochanej, Bogu i o najtrudniejszych uczuciach, których wielu z nas już doświadczyło, a niemal wszystkich na pewno doświadczy. Polecam ją każdemu, kto zna uczucie porzucenia, rozstania, samotności, straty bliskiej osoby. Czytając "Smutek"C.S. Lewis'a doznałam głębokiej introspekcji i objawienia, gdyż Lewis nazwał po imieniu to co czuję, a czego nie umiałam i nie umiem nazwać słowami....




Smutek C. S. Lewisa jest uznawany za najlepszą książkę dla ludzi przeżywających utratę bliskiej osoby, żałobę i smutek. Słynny pisarz, autor cyklu Opowieści z Narnii, napisał ją po śmierci ukochanej żony, Joy Gresham, która odeszła po dwóch i pół roku walki z rakiem.
Smutek jest książką do bólu szczerą i poruszającą. Pisany w formie dziennika bez dat jest relacją z kolejnych tygodni po odejściu ukochanej kobiety, pożegnaniem z Nią, opowieścią o wyobcowaniu w środowisku przyjaciół, przygotowaniem na własną śmierć, rozpaczliwą próbą zaakceptowania Boskich wyroków. Autor stawia czytelnika przed najważniejszymi pytaniami w życiu: konfrontuje go z cierpieniem po utracie ukochanej osoby, z doświadczeniem śmierci, zwątpieniem. Jest to jednocześnie książka, która unika prostych odpowiedzi i potrafi w nadzwyczajny, empatyczny sposób przeżywać smutek i żałobę wraz z czytelnikiem. Nie popada w banały, lecz subtelnie kieruje w stronę nadziei i pocieszenia.

Na podstawie książki i wydarzeń z życia Lewisa, które ją zainspirowały, powstał wzruszający, wielokrotnie nagradzany film Richarda Attenborough "Cienista dolina" z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger. Pewnie nie długo obejrzę....

sobota, 7 sierpnia 2010

Vikas Swarup - "Slumdog, milioner z ulicy"

Kolejną książką, która przeczytałam jednym tchem i która na długo zostanie w mej pamięci jest książka Vikasa Swarupa "Slumdog, milioner z ulicy". Zazwyczaj jest tak, że staram się najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć jej ekranizację. Ale tym razem było inaczej...Dobry znajomy polecił film o tym samym tytule co książka, a znając gust owego znajomego wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś ciekawego. I nie zawiodłam się, film pochłonął mnie bez reszty, płakałam i śmiałam się na przemian. Książka też mnie nie zawiodła - kilka wykładów i była przeczytana. Gorąco polecam zapoznanie się z tą pozycją. Choć momentami książka jest wręcz nierealna, to adresowałabym ją do tych, którzy nie doceniają tego co mają, którzy nie doceniają świata i ludzi, którzy ich otaczają.
"Slumdog" to wnikliwe spojrzenie na sytuację społeczną i ekonomiczną panującą w, aspirujących do miana światowego mocarstwa, Indiach. Powieść Swarupa to wizja Indii, daleka od stereotypowych, bollywoodzkich wyobrażeń. Cudowna, błyskotliwie napisana historia Hindusa z krwi i kości, z jego autentycznymi problemami i marzeniami.



Vikas Swarup - "Slumdog, milioner z ulicy"



Ram Mohammad Thomas został aresztowany za to, że poprawnie odpowiedział na dwanaście pytań w teleturnieju "Kto wygra miliard?". Nikt nie wierzy, że biedny sierota, który nigdy nie przeczytał gazety i nie chodził do szkoły, potrafił podać nazwę najmniejszej planety Układu Słonecznego albo tytuł dramatu Szekspira. Po prostu musiła oszukiwać! Oglądając telewizyjny zapis programu, Ram opowiada nam zdumiewającą historię swego życia, przez które prowadzi go niezawodny instynkt. Za każdym z pytań teleturnieju kryje się jakaś opowieść - o dzieciństwie pod opieka księdza, o spotkaniu z australijskim pułkownikiem mającym obsesje na punkcie bezpieczeństwa, o nielegalnej pracy przewodnika w Tadż Mahal.
Powieść składa się z kalejdoskopowych obrazów współczesnych Indii połączonych postacią kilkunastoletniego bohatera, który mimo codziennej walki o przetrwanie nie rezygnuje z swoich marzeń i odnajduje odpowiedzi nie tylko na pytania teleturniejowe, ale i na najważniejsze ze stawianych przez życie.

Flock Elizabeth - "Emma i ja"

Książka, która zaskakuje, książka która wzrusza i porusza, książka, która otwiera szerzej oczy, książka, którą pożyczyłam Pewnemu Panu (Panu, który wszedł w moje życie, podreptał i podeptał zabrał się i poszedł bez słowa), a który nie kwapi się by mi ją oddać...Trochę prywaty więc: Panie P. usilnie proszę o zwrot książki (bo jest moja!) - czy to osobiście, czy przez naszego wspólnego znajomego, czy też Pocztą Polską, może być przez UPS, DHL czy też inną pocztą kurierską, możesz nawet zostawić ją na wycieraczce pod drzwiami...nie ważne, tylko ja oddaj...
Flock Elizabeth "Emma i ja" - jest to książka o rodzinie, której nigdy nie chciałabyś mieć. Matka dwóch córek, Emmy i Caroline, po śmierci męża wychodzi za mąż za Richarda, despotę i tyrana. W ich domu nie ma czegoś takiego jak miłość. Dziewczynki tęsknią za zmarłym tatą są bite i wykorzystywane seksualnie. Cała książka jest opowiadana właśnie z perspektywy starszej siostry Carrie, ale najlepszy wstrząs miałam na końcu...Przez kilka minut siedziałam z otwartą buzią, bardzo zdumiona i zaskoczona końcówką. Az do ostatnich stron nie podejrzewałam, że Emma...z resztą przeczytajcie sami....

Elizabeth Flock - "Emma i ja"


" Nie da się zapomnieć świata widzianego oczami tej małej dziewczynki...
Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Chodzi do szkoły, lubi się bawić, lubi tez sobie pomarzyć o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata wyobraźnia nie pozwala jej uciec od bezwzględnych realiów dnia codziennego. Niegdyś w jej domu panowały miłość, radość i spokój - to wszystko się zmieniło po tragicznej śmierci ojca. Rządy objął teraz agresywny ojczym, z lubością pastwiąc sie nad rodziną. Carrie pragnie uchronić przed atakami Richarda młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, ze na pomoc matki nie ma co liczyć.
Dziewczynki łączy wspólny smutny los i nienawiść do ojczyma. Udręczone do granic wytrzymałości, nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii..."




Klin - czyli TO czego szukam...

Pewnego "weekendowego" dnia, siedząc w stołówce na uczelni ze znajomymi Przyjaciółka Joasia po kwestii "czytałam książkę 11 minut" (na co wokół zebrani stwierdzili "no i?", nie łapiąc, iż chodzi o książkę Pana Coelho), NIE poleciła mi czytać książki "Klin" Joanny Chmielewskiej. Do dociekliwych należę, więc pytam "Dlaczego?". W odpowiedzi słyszę: "... bo: nie wiadomo co chodzi, zagmatwane, można się pogubić, i w ogóle o co k...a tu chodzi?". Nie byłabym sobą gdybym jednak nie wzięła książki w swoje łapy...nie chcąc tracić czasu na przesyłkę z allegro (pomimo, że książka +przesyłka wychodziła niecałe 10 złotych) wydrukowałam ja sobie z neta...wiem :/

Generalnie książkę bardzo polecam, choć rzeczywiście można się pogubić :) Po kilkunastu stronach wiedziałam, że skądś znam już te historię, i rzeczywiście, gdy byłam mała ( tzn. jakiś 10 lat temu :)) oglądałam film na podstawie tejże książki "Lekarstwo na miłość". Film sobie również przypomniałam i Panie i Panowie zarówno książka jak i film POLECAM!!!! :) Można się ubawić :)


P.S. Szukam KLINA dla siebie...



"Postanowiłam kategorycznie, że nie będę płakać. Zgrzytając zębami, czekałam na telefon. Zadzwonił. - Musze się panu przyznać - powiedziałam słodkim głosem - że już mi się znudził ten brak urozmaicenia w naszych wzajemnych kontaktach. Z przyjemnością obejrzałabym pana w naturze. - O!Dojrzała pani? - Może...Klin jest klinem! Do diabla, klin klinem! Wszystko mi jedno. - Mam teraz, przed urlopem, cholernie dużo roboty...- Och, cos pan kiedyś wspominał o stawaniu na głowie, jak się czegoś bardzo chce...- Chwileczkę, wezmę kalendarz...jestem wolny jutro o dwunastej. - Przepiękna godzina. Przedtem pan zadzwoni? - Oczywiście. A... napalisz w piecu?...Boże, co z głos! Zamknąć oczy i tylko słyszeć ten głos..."(fragment opowieści)

Rawinis M.P. - "Misja dla dwojga"

Kolejna książka przeczytana w tym roku to pozycja M.P. Rawinis "Misja dla dwojga". No cóż, nie wiele mogę napisać o tej książce, żadnych "ochów" i "achów", po prostu wpadła mi w ręce i już...Książka napisana prostym językiem, łatwa do przewidzenia...w sam raz na dni, w których nie można się skupić z jakiś względów....

M.P. Rawinis "Misja dla dwojga"

"Agnieszka rezygnuje z pracy w muzeum, planując półroczny wyjazd do Londynu. Wynajmuje mieszkanie na czas nieobecności i sprzedaje samochód. Jednak w drodze na lotnisko gubi wszystkie dokumenty i pieniądze. Jakby tego było mało, dowiaduje się, iż jej narzeczony spotyka się z inną kobietą. A to już wyraźny znak, że w jej życiu czas na radykalne zmiany. Podejmuje się więc z pozoru prostego zadania...
Misja dla dwojga to pełna humoru współczesna opowieść o młodej kobiecie, która czasem czuje się bardzo dorosła, a niekiedy sprawia wrażenie bezradnej małej dziewczynki...."

wtorek, 3 sierpnia 2010

Trylogia o Białej Masajce

Autobiograficzna trylogia Corinne Hofmann o Białej Masajce to pozycje, z których dwie przeczytałam w tym roku. Ogólnie mam problem z jednoznaczną oceną książek, gdyż tak naprawdę tylko pierwszą część "Biała Masajka" została pochłonięta przeze mnie w trybie natychmiastowym. Całość pisana jest w formie pamiętnika. Co mnie wkurzyło? Pani Hofmann, która gdzieś tam w Szwajcarii żyje na wysokim poziomie materialnym, ma swój biznes, który dobrze prosperuje, ma przystojnego narzeczonego, który ją kocha, rzuca po prostu ot tak, wszystko bo zauroczyła się Masajem, którego spotkała podczas podróży na Dziki Ląd. Potrafią się porozumieć tylko za pomocą kilku słów po angielsku...co więcej Lketinga (Masaj) - znika, więc cóż tam że narzeczony czeka, cóż tam, że interes w Szwajcarii kwitnie, Corinne udaje się w podróż poszukiwawczą,nie wiele wiedząc o kulturze afrykańskiej, I choć podziwiam ją za zapał, zaciętość, za walkę o swoje "szczęście" , której mi osobiście niestety brak, za siłę by przystosować się do nowych warunków (bardziej niż prymitywnych) śmiem nazwać Białą Masajkę - Białą Ignorantką...bo co by było gdyby nie była zamożna, nie miała pomocy z cywilizacji w formie finansowej, czy udałoby się jej tak długo przetrwać w kraalu? Pocieszające jest to, że autorka nikogo nie oskarża za niepowodzenie małżeństwa z Masajem, ani siebie, ani Lketingę, ani rodzinę afrykańską. Niestety dzika kultura afrykańska, wartości wychowawcze, cywilizacja europejska w połączeniu stanowią nie lada wyzwanie...

Mimo wszystko polecam przeczytać, szczególnie pierwszą część. Drugi tom niestety jest nudy, a przeczytać ją musiałam chcąc zacząć trzecią, która też niestety pozostawia wiele do życzenia. Bynajmniej "Biała Masajka" Corinne Hofmann zapoczątkowała we mnie chęć poznania kultur kobiet świata, ich przeżyć, problemów, wzlotów i upadków. Stąd kilka pozycji na mojej półce, z którymi mam nadziej uda mi się zapoznać w najbliższym czasie. To niektóre, z nich:
1. Ayaan Hirsi Ali "Niewierna"
2. Schapelle Corby "Jeśli doczekam jutra"
3. Ting - Xing Ye "Nazywam się numer cztery"

Planuję również zakupić pozycję Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na krańcu świata" :)

A teraz "okładkowo" Biała Masajka:
Corinne Hofmann "Biała Masajka"

Planowała tylko urlop w Afryce...Niezależna Europejka, nigdy by nie uwierzyła, że zakocha się w masajskim wojowniku.

"Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu. Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii. Tam doświadczyłam nieba i piekła, dotarłam do granic wytrzymałości fizycznej i duchowej. Wraz z córką wygrałyśmy największą walkę o przetrwanie..." - pisze autorka jednego z największych bestsellerów ostatnich lat.


Corinne Hofmann "Żegnaj Afryko. Dalsze losy Białej Masajki"



"Często zadawano mi pytanie: czy kiedykolwiek żałowałam, że wdałam się w historię miłosną z wojownikiem Samburu. Wtedy za każdym razem odpowiadałam z najgłębszym przekonaniem" Nigdy! Otrzymałam przywilej uczestnictwa w pewnej kulturze, której w tej formie prawdopodobnie już niedługo nie będzie, i dane było mi przeżyć wielką miłość (...) Nie mogłabym już żyć w Afryce! Co jednak pozostaje żywe, to przywiązanie do mojej byłej rodziny i wielka ciekawość dzisiejszej Kenii. Być może będę mogła pewnego dnia zaspokoić tę ciekawość, kiedy Napirai będzie już dorosłą i zechce poznać swoich afrykańskich krewnych. Kto wie?"

Corinne Hofmann "Moja afrykańska miłość"


"Już prawie czternaście lat upłynęło od czasu, gdy z moją córeczką Napirai, wtedy półtoraroczną, uciekłam z Nairobi. I oto znowu siedzę w samolocie, lecącym do Kenii. W głowie wiruje od pełnych lęku pytań. Jak wygląda mój dawny dom? Co się zmieniło? Co pozostało takie samo? czy bez trudu rozpoznam ludzi i małą wioskę Barsaloi na północy kraju? Jak zareaguje Lketinga, mój były mąż i wojownik Samburu? A mama? Czy ucieszy ich moja wizyta? Przyjmą mnie serdecznie i życzliwie?"


P.S. Film na podstawie książki też oglądałam. Hmmm....

Dracena przerwała milczenie...

"Dracena" wczoraj przerwała milczenie i powiedziała kto jest mordercą doktor Karpińskiej :) Nadal utrzymuję stanowisko, że książka jest godna przeczytania, gdyż przyjemnie się ją czyta np. na ogrodowej huśtawce po całym dniu pracy :) Nie wymaga intensywnego myślenia, skupienia się na tekście, ale nie należy równocześnie do książek banalnych. Polecam !!!

Zaczęłam czytać C.S. Lewis'a "Smutek" - książkę smutną i przejmującą do szpiku kości. Nie będę jej komentować w tym poście, bo wymaga ona przemyśleń po całkowitej lekturze. Wspomnę tylko, że znam uczucie smutku z autopsji, nie takiego smutku, bo deszcz pada, bo mam "doła", bo jesień idzie...Ale uczucie takiego smutku, że czuje się nie tylko psychiczny ból, ale również fizyczny, że traci się poczucie kontroli nad sobą, traci się wiarę w te wartości, które do tej pory były najważniejsze, traci się pewność siebie, we własne siły. Lewis pięknie pisze o smutku, dobitnie obrazuje to uczucie, uczucie które od wielu miesięcy mieszka wewnątrz mnie, które mieszkać będzie długo, o ile nie zawsze...dlatego sięgnęłam po "Smutek" bo cholernie trafnie nakreśla to co ja czuje, pomimo tego, że Mój Smutek ma nieco inne źródło niż autora, choć oboje smucimy się po odejściu KOGOŚ bliskiego....bardzo bliskiego....