sobota, 31 lipca 2010

Tasso Valerie - "Pamiętnik nimfomanki"

Zanim dokończę "Dracenę..." i wezmę w łapę kolejną książkę, chciałabym się "pochwalić" co od początku roku udało mi się przeczytać.

W styczniu z okazji sesji egzaminacyjnej udało mi się przeczytać tylko książkę Valerie Tasso "Dziennik nimfomanki". Prawdziwa, autobiograficzna historia ekskluzywnej prostytutki z Madrytu: skandalizujące wspomnienia dziewczyny uzależnionej od seksu. Autorka, urodziwa Francuzka, opisuje swe doświadczenia w odważnej stylistyce słynnego "Życia seksualnego Catherine M.". Wiele tu bulwersujących scen, od seksu na cmentarzu po zabawy z butelką coca-coli. A jednak jest to także historia miłości...To z okładki...



No tak...książka dla dorosłych. Książka jest niestety bardzo przewidywalną historią o biednej dziewczynie, która znajduje miłość mimo trudnej sytuacji. Sama bohaterka na pewno jest osobą o wysokim libido, ale raczej do nimfomanki jej daleko, zatem tytuł raczej ma za zadanie przyciągnąć czytelnika niż oddać treść zawartą w książce. Fabuła prosta, ckliwa, momentami ciekawa, ale niestety od początku wiadomo co będzie dalej, jedyną myślą jaka towarzyszy podczas lektury to ciekawość kto będzie kolejnym kochankiem i jaka będzie opisywana pozycja, pomimo tego, że seksu pojawia to tutaj prawie tyle samo co w Harlequinach.

Mimo wszystko bardzo dobrze się czyta i to nie tylko ze względu na lubianą powszechnie tematykę, ale przede wszystkim przez realne, wiarygodne, szczere i dokładne opisy osób, sytuacji, zdarzeń i miejsc. Do tego lekka i przystępna forma dziennika-pamiętnika systematyzuje w jedną całość treść książki.

Odnosząc się do przykładu: tak, jak czytając książkę kucharską nie czuje się smaku i zapachu potraw, tak czytając "Dziennik..." ani razu nie poczułam przyjemnego dreszczyku, który powinien być przecież przywoływany przez dominującą w niej tematykę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz