sobota, 31 lipca 2010

Sparks Nicholas - "Pamiętnik"

W ramach zajęć z angielskiego nasz szanowny Pan magister włączył nam film"Notebook" - marny był wybór. Pomimo tego, że filmu nie udało mi się do końca obejrzeć, w jakiś sposób urzekł mnie. Po kilku tygodniach sięgnęłam po książkę, która była cienka, miała duże litery i łatwo zmieściła się do torebki. Szukałam czegoś co umili mi ewentualny czas przeznaczony na "czekanie" np. na zajęcia. Wybór padł na książkę Nicholasa Sparks'a "Pamiętnik". Po kilku przeczytanych stronach - podczas czekania na pomoc, gdyż w drodze na uczelnie zepsuło mi się auto - zaczęłam kojarzyć, że gdzieś już spotkałam się z takim wątkiem. I rzeczywiście "wujek gugl" powiedział mi, że to TEN "Pamiętnik".
Niestety zawiodłam się książką - ale jestem pełna podziwu dla tego, kto z takiego gniota potrafił stworzyć dość ciekawy film. Książka jest napisana tak łzawym językiem, że nawet mnie - wrażliwą do bólu osobę - w pewnych momentach przyprawiało o mdłości. Zapewne wpływ na ten fakt ma to , że nie wierzę w facetów, którzy są przy kobiecie do końca życia i kochają miłością tak silną, jak sprzed lat.


Z okładki :



W starym, wytartym notatniku kryje się historia pewnej miłości, która rozkwitła po II wojnie światowej gdzieś w Karolinie Północnej. Noah Calhoun odczytuje ją wieczorami w domu opieki starej kobiecie chorej na Alzhheimera. Dzięki sile uczucia przezywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie kiedy w 1932 roku po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson - ich potajemne spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy z niknęła z jego życia na czternaście lat.



Giffin Emily - " Coś niebieskiego", "Coś pożyczonego"

Dwie pozycje Emily Giffin: "Coś niebieskiego" i "Coś pożyczonego" to kolejne książki. Połączę je razem w tym poście, gdyż stanowią razem całość. Dwie najlepsze wydawałoby się przyjaciółki opowiadają tę samą historię ze swojej perspektywy. Mój błąd w czytaniu tych pozycji polegał na tym, iż zamiast zacząć czytać od "Coś pożyczonego" zaczęłam od "Coś niebieskiego"...to tak jakby od końca.

Zacznę od okładek...

"Coś pożyczonego" - bo powinna być pierwsza :)


Co myślicie o dziewczynie, która idzie do łóżka z narzeczonym najlepszej przyjaciółki? Czy granica między tym, co dobre i złe, naprawdę jest wyraźna?

Rachel uważa się za racjonalistkę, która w każdej sytuacji postępuje właściwie. W przeciwieństwie do jej przebojowej przyjaciółki Darcy, nie zawsze lojalnej. Jedna noc sprawia, że role się odwracają. Po przyjęciu z okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku narzeczonego Darcy. Początkowo chce jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie, ale zakochuje się i brnie w kłopoty. Tymczasem data ślubu Darcy i Deksa jest coraz bliższa... Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń? Coś pożyczonego udowadnia, że nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba uważnie wysłuchać obu stron. A co na temat podwójnej zdrady ma do powiedzenia Darcy? Już wkrótce poznacie tę samą historię opowiedzianą z jej punktu widzenia.

"Coś niebieskiego" ukazuje dalsze losy Darcy i Rachel, bohaterek bestsellerowej powieści "Coś pożyczonego".

Wciągająca historia przyjaźni i zdrady, ale przede wszystkim poruszająca opowieść o dojrzewaniu i przemianie do macierzyństwa i miłości. Darcy ma wszystko o czym marzą kobiety - urodę, sexapil, męskie zainteresowanie, wyczucie stylu, świetną pracę, przystojnego i bogatego narzeczonego. A także lojalną przyjaciółkę Rachel. Tydzień przed ślubem Dex rzuca Darcy. Ona przyjmuje to w miarę spokojnie. Jednak gdy dowiaduje się, że zdradził ją z Rachel, w której zakochał się ze wzajemnością, wpada we wściekłość. Obwinia oboje o rozpad swojego narzeczeństwa, choć sama ma romans z drużbą Dexa, Marcusem, i spodziewa się jego dziecka...

Rachel...bardzo dobrze nakreśla temat zdrady ze swojej perspektywy. Poznajemy jej emocje i uczucia, miłość do mężczyzny ale jednocześnie poczucie winy wobec jej najlepszej przyjaciółki. Ja ją rozumiem bardzo dobrze, bo Rachel wykorzystuje chwile, które już nigdy w jej życiu mogą się nie pojawić, a są najpiękniejsze i najcenniejsze....-

Już pierwsze zdania w "Coś niebieskiego" - "Urodziłam się piękna" nakreśla nam osobowość Darcy. Pierwsze wrażenie: powierzchowna, wykorzystująca swoją urodę, płytka ignorantka w kostiumie od Chanel. Strona za stroną i wkraczamy w świat bohaterki, poznając świat, w którym się wychowała i w którym wpojono jej wartości. Nic więc dziwnego, że jej życiem decydują w głównej mierze urok osobisty, pieniądze, prestiż i przyjemności. Kurczowo chwyta się przeszłości i gdy wali jej się świat , podejmuje coraz to głupsze decyzje, aż w końcu zostaje sama. Oczywiście Darcy to ten typ, który wini cały świat za swoje niepowadzenia, a sobie nie ma nic do zarzucenia.
Osobiście mam dla niej swój podziw. Podwójna zdrada, ciąża z nieodpowiednim facetem, utrata wszystkiego co do tej pory stanowiło o naszej pozycji - to wachlarz przesłanek do tego by się załamać. Ale nie Darcy! Ona walczy, kieruje się przy tym dążeniem do własnego szczęścia. "Ja wam jeszcze pokażę!" - staje się jej dewizą. Wkrótce zmierza się ze swoją egocentryczną naturą i chcąc nie chcąc zastanawia się nad samą sobą.

Książka ta to dla mnie kolejne uświadomienie w tym, że przyjaźń nie polega na rywalizacji, a miłośc nie stanowi tylko sex. Generalnie polecam, na letni dni, ale też na i jesienno - zimowe wieczory :)

Graziano Don - "Ultimatum"

Kolejna książka to żadne "wow", ale mam juz tak, ze jak zacznę czytać to kończę...mimo wszystko.
Don Graziano "Ultimatum". Standard: jeśli mnie kochasz, to musisz się ze mną ożenić. Prostota i jeszcze raz prostota, przewidywalność do bólu. Na szczęście mam świadomość, że w życiu nie jest tak bajkowo...
W odpowiedzi na pytanie dlaczego sięgnęłam po tą książkę mogę tylko powiedzieć, że w jakiś sposób znalazła się na mojej półce, a to co na niej leży (na półce:)) prędzej czy później przechodzi przez moje ręce:)



Z okładki:

Lekka powieściowa "komedia romantyczna" o sensie małżeństwa. Za tydzień minie 6 szczęśliwych lat, od kiedy Layla i Henry są ze sobą. Czyż nie pora usankcjonować związek i założyć rodzinę? Na podjęcie ostatecznej decyzji Layla daje zdumionemu Henry'emu równo siedem dni. Ultimatum jest proste: małżeństwo lub... rozstanie.

Tasso Valerie - "Pamiętnik nimfomanki"

Zanim dokończę "Dracenę..." i wezmę w łapę kolejną książkę, chciałabym się "pochwalić" co od początku roku udało mi się przeczytać.

W styczniu z okazji sesji egzaminacyjnej udało mi się przeczytać tylko książkę Valerie Tasso "Dziennik nimfomanki". Prawdziwa, autobiograficzna historia ekskluzywnej prostytutki z Madrytu: skandalizujące wspomnienia dziewczyny uzależnionej od seksu. Autorka, urodziwa Francuzka, opisuje swe doświadczenia w odważnej stylistyce słynnego "Życia seksualnego Catherine M.". Wiele tu bulwersujących scen, od seksu na cmentarzu po zabawy z butelką coca-coli. A jednak jest to także historia miłości...To z okładki...



No tak...książka dla dorosłych. Książka jest niestety bardzo przewidywalną historią o biednej dziewczynie, która znajduje miłość mimo trudnej sytuacji. Sama bohaterka na pewno jest osobą o wysokim libido, ale raczej do nimfomanki jej daleko, zatem tytuł raczej ma za zadanie przyciągnąć czytelnika niż oddać treść zawartą w książce. Fabuła prosta, ckliwa, momentami ciekawa, ale niestety od początku wiadomo co będzie dalej, jedyną myślą jaka towarzyszy podczas lektury to ciekawość kto będzie kolejnym kochankiem i jaka będzie opisywana pozycja, pomimo tego, że seksu pojawia to tutaj prawie tyle samo co w Harlequinach.

Mimo wszystko bardzo dobrze się czyta i to nie tylko ze względu na lubianą powszechnie tematykę, ale przede wszystkim przez realne, wiarygodne, szczere i dokładne opisy osób, sytuacji, zdarzeń i miejsc. Do tego lekka i przystępna forma dziennika-pamiętnika systematyzuje w jedną całość treść książki.

Odnosząc się do przykładu: tak, jak czytając książkę kucharską nie czuje się smaku i zapachu potraw, tak czytając "Dziennik..." ani razu nie poczułam przyjemnego dreszczyku, który powinien być przecież przywoływany przez dominującą w niej tematykę.

czwartek, 29 lipca 2010

Dracena przerywa milczenie, czyli coś na początek....

Wśród moich postanowień noworocznych jakie skrzętnie wypisałam sobie w kalendarzu, znalazło się postanowienie, iż przeczytam w ciągu roku przynajmniej 60 książek. Mamy lipiec za pasem prawie, a u mnie na liście jakieś 14 pozycji. Jednakże należę do osób ambitnych wierzę, że mi się uda. Postanowiłam pisać bloga, na którym będę opisywać kolejne pozycje, które udało mi wchłonąć - taka moja mała motywacja :)

Obecnie czytam książkę Mai Kotarskiej "Dracena przerywa milczenie". Tajemnicę morderstwa w instytucie naukowym próbują rozwikłać dr Agatka Cyryl (Holmes) i dr Jola Kapłan (Watson). Pomagają im niecodzienni współpracownicy: uczuciowa roślina i psotna kotka Mopka, a po piętach depcze policja wyposażona w dobre chęci i cuda techniki. Humor Mai Kotarskiej sprawia, że zwykłe życie staje się niezwykle zabawne, niewiarygodne historie zyskują wiarygodność, a do słabości bliźnich mamy więcej dystansu i życzliwości.





"Dracena..." to pierwsza czytana przeze mnie książka Pani Kotarskiej, jednakże jestem pod pozytywnym wrażeniem, książka wciąga, jest napisana lekkim językiem. Cięty dowcip, inteligentne riposty bohaterów sprawiają, iż książka jest dobrą odskocznią od stresów dnia codziennego. Losy dr Agatki i dr Joli można śledzić jeszcze w "Strusie jajo" i "Ładny gips", ja jeszcze pewnie sięgnę po "Nie kłam kochanie" i "Gdzie ja miałam oczy" - coś mniej kryminalnego :)